Menu



error This forum is not active, and new posts may not be made in it.
1
Czy jestes tygrysem?
6/28/2009 9:32:56 AM

Pewnego dnia rozmawiałem z Tygrysem w klatce.

- Czy nie chciałbyś być wolny? – spytałem.

- Ależ ja *jestem* wolny. Jestem zupełnie wolny! – odpowiedział mi Tygrys. – Zobacz, mogę chodzić z prawa na lewo albo…z lewa na prawo. Mogę się przewrócić na bok albo położyć łapy na pysku. Mogę skakać w górę i w dół, mogę nawet skakać w przód i w tył. Możliwości są nieskończone! Mam całkowitą wolność!

- Ale przecież trenerzy każą ci wychodzić na arenę i robić różne sztuczki. Musisz ćwiczyć z nimi wiele godzin dziennie, prawda? – spytałem.

- No cóż, tak… – odparł Tygrys.

- I przecież przez połowę dnia musisz robić to, co ci każą i wcale nie jesteś wolny. Czy nie chciałbyś robić czegoś innego?

- Tak, to prawda, że połowę czasu spędzam na robieniu tego, co mi każą i w związku z tym nie mam żadnej wolności. ALE, drugą połowę czasu pozwalają mi spędzać w mojej klatce, w której jestem wolny. Poza tym, w poniedziałki i wtorki nie ma pokazów i mogę zostawać w mojej klatce cały dzień! Mogę tutaj robić cokolwiek zechcę!

- Ale przecież jesteś w klatce. Jesteś zamknięty. Czy to nie ogranicza twojej wolności? – spytałem.

- A czemu by miało? – odpowiedział zdziwiony Tygrys.

- No, powiedzmy, że chcesz pobiec aż do tamtej ściany, tam gdzie są słonie. Nie możesz tego zrobić, prawda? – powiedziałem.

- Jasne, że mogę. – stwierdził Tygrys – ale czemu miałbym chcieć?

- Bo jesteś Tygrysem! Łowcą! Dzikim zwierzęciem!!!

- Zdecydowanie nie jestem! – oburzył się Tygrys.

- Nie jesteś kim? Tygrysem? – zapytałem.

- No nie. To byłoby głupie. Jestem, biorąc pod uwagę naukę i biologię, Tygrysem. Każdy głupiec to wie! – powiedział Tygrys.

- No to dlaczego nie chcesz biegać na wolności, polować na zwierzynę i odczuwać promienie słońca na swojej sierści? – spytałem.

- Nie zaprzeczę, że czasem mam ochotę robić…te rzeczy.

- To dlaczego im zaprzeczasz?

- Chodzi mi o to, że nie jestem DZIKIM zwierzęciem – powiedział Tygrys. – Jestem zupełnie inny niż te dzikusy biegające po dżungli. Jestem zwierzęciem *udomowionym*.

- Ach, rozumiem – odpowiedziałem. – A co czyni cię lepszym niż one?

- Wszystko! – odkrzyknął Tygrys. – W przeciwieństwie do nich, nie jestem sługą moich instynktów. Mógłbym chcieć biegać i skakać cały dzień, ale nie chcę. To właśnie znaczy „udomowienie”!

- Możliwość nie robienia tego, co naprawdę chcesz robić? – zapytałem.

- Dokładnie tak! – odrzekł Tygrys. – I to nie jest tak, że nie ma żadnych nagród. Tutaj, w mojej klatce, jest mi ciepło i czuję się bezpiecznie. Dostaję jedzenie, wodę i świeżą słomę każdego dnia. Gdybym był poza moją klatką, skąd brałbym jedzenie, wodę i słomę?

- Musiałbyś znaleźć je sam – odparłem.

- Znaleźć je gdzie? Nie brzmi to zbyt dobrze. Gdyby nie moi opiekunowie, byłbym głodny, spragniony i zmarznięty. Czemu miałbym chcieć to wszystko zostawiać? A poza tym – dodał Tygrys przysuwając się do krat – widziałem co się dzieje, gdy nie jest się udomowionym.

- Naprawdę? – spytałem. – A co się wtedy dzieje?

- Cóż – powiedział Tygrys rozglądając się na lewo i prawo – Jeśli jesteś choć odrobinę Niegrzeczny, strzelają blisko ciebie z bicza abyś się przestraszył hałasu. To najczęściej wystarcza, uwierz mi! Powoduje, że natychmiast chce mi się wracać do pracy. Nie żebym był kiedykolwiek Niegrzeczny. – dodał. – A jeśli jesteś naprawdę Zły, na przykład warczysz na bicz – przysunął się jeszcze bliżej mnie – jeśli jesteś aż TAK zły, to nie tylko strzelają z bicza, ale cię nim BIJĄ. Nie żeby mi się to kiedykolwiek zdarzyło, rzecz jasna – szybko dodał. – Ale widziałem coś takiego. Bicz pozostawia wielką czerwoną szramę, która boli i boli.

- To okropne! – wykrzyknąłem.

- Wcale nie! – zaprzeczył Tygrys. – Bardzo dobrze przeciwdziała atakowaniu bata. Bat mówi nam co robić i uczy nas rozróżniać dobro od zła. Gdybyś nie robił nic złego, nikt by cię nie uderzył. To przecież jasne. Jeśli z tym walczysz, zasługujesz by cierpieć! Musisz zapłacić za to, co zrobiłeś. Wszyscy to wiedzą.

- Jeśli wszyscy to wiedzą, to powiedz mi dlaczego niektóre tygrysy nadal muszą być bite? – spytałem.

- A kogo to obchodzi – odparł. – One chyba po prostu są Złymi Tygrysami. Kto wie dlaczego robią to, co robią.

- No tak.

- O czym to ja mówiłem… a tak. – Tygrys przysunął się jeszcze bliżej, tak, że dzieliły nas zaledwie centymetry, jedynie kraty były między nami. Czułem gorąco bijące od jego wielkiego ciała. Niemal szeptem kontynuował – Słyszałem, że jeśli się jest naprawdę BARDZO złym, rozumiesz, NAPRAWDĘ złym…tak, że wiesz…UGRYZIESZ opiekuna…przychodzą ludzie i mierzą w ciebie z metalowej rury, rozlega się huk i nagle z twojego ciała wystaje małe czerwone piórko…I zasypiasz…i nigdy się nie budzisz…NIGDY!

- Mój Boże… – powiedziałem.

- Wiem, to jest niesamowite – odparł Tygrys. W jego cichym głosie pobrzmiewał strach, ale jego oczy błyszczały z ciekawości. Wtedy nagle odwrócił się i poszedł w przeciwny róg klatki. – Mimo wszystko, to jest potrzebne, aby chronić Opiekunów. Nie ma Opiekunów, nie ma jedzenia, prawda?

- Chyba tak. – odpowiedziałem po namyśle. Po chwili wstałem z siana, na którym siedziałem i otrzepałem spodnie. – Cóż Tygrysie, zdecydowałem już co zrobię.

- Zrobisz? Masz zamiar coś zrobić? – powiedział Tygrys, lekko przestraszony.

- Zdecydowanie mam taki zamiar. Otworzę twoją klatkę.

- CO ZROBISZ? – Tygrys zawył w panice.

- Nie bój się, to nie będzie bolało. – odrzekłem. Podszedłem do końca klatki, obejrzałem zamek i otworzyłem drzwi na oścież.

Tygrys był zdumiony. – Jak ty to zrobiłeś?

Wzruszyłem ramionami. – To jest bardzo proste, jeśli już się wie jak to zrobić. Teraz możesz wyjść z klatki kiedy tylko zechcesz!

Tygrys wyglądał przez chwilę przez otwarte drzwi klatki, po czym się cofnął. – Czy dasz mi kawał mięsa, jeśli wyjdę na zewnątrz?

- Nie. – odparłem.

- Pogłaszczesz mnie po głowie i powiesz jakim jestem dobrym Tygrysem?

- Na Boga, nie!

- Czy tam… – zaczął i głośno przełknął ślinę. – czy tam będzie s-s-samica w rui…jeśli wyjdę? – spytał, w końcu odważywszy się na dłuższe spojrzenie przez otwarte drzwi.

- Prawdopodobnie nie – odparłem.

Tygrys prychnął i zdegustowany całkowicie odwrócił się o drzwi. – W takim razie nie widzę powodu, dla którego miałbym chcieć wyjść. – powiedział z goryczą.

- Bo byłbyś wolny! Mógłbyś robić co tylko zechcesz!

- Ależ ja robię co chcę tutaj! – zawarczał Tygrys. – Jestem tu bezpieczny, jest ciepło i czysto, i jestem szczęśliwy. A tam… kto wie co tam mnie czeka? Jeśli wolność oznacza nigdy nie wiedzieć co się z tobą stanie, nie chcę tak żyć! A teraz idź sobie! – zawarczał na mnie – nie chcę cię więcej widzieć.

- Proszę bardzo – westchnąłem. – Ja mogę jedynie otworzyć drzwi, nie mogę cię zmusić być przez nie przeszedł.

- A żebyś wiedział. Możesz już sobie iść. – odparł.

Wzruszyłem ramionami i obróciłem się by odejść.

- Poczekaj! – zawołał Tygrys.

- Tak?

- Zanim pójdziesz… – powiedział Tygrys patrząc na otwarte drzwi.

- Tak? – spytałem z nadzieją.

- Zamknij te przeklęte drzwi. Dziwnie się czuję. – rzekł Tygrys odwracając się pyskiem w drugą stronę klatki.

- Jak chcesz – odparłem po raz kolejny wzdychając. Ociągając się pchnąłem drzwi, a zamek zaskoczył z głośnym szczękiem. Tygrys wyraźnie się rozluźnił.

Obróciłem się ponownie, i tym razem Tygrys mnie już nie zatrzymywał. – Głupi śmierdzący człowiek i jego głupie śmierdzące drzwi. – mruczał pod nosem gdy odchodziłem.

To nie moje drzwi, a jego! – pomyślałem i poszedłem sobie. Ja je tylko mu otworzyłem.
Rzuciłem ostatnie spojrzenie na wielkiego Tygrysa w swojej klatce. Nadal siedział tyłem do wyjścia. Ale jednym okiem patrzył ponad barkiem…patrzył na bezpiecznie zamknięte drzwi od jego klatki

+0
1


My Links

Search for People

Enter part of a name below to search our members.

Advanced