|
Sa i inni ludzie. Aktywni. Dzicy, szaleni, ktorzy w mysl roznych nawolywan, by "chwytali dzien" - po prostu szaleja, zyja na 200%. Od rana bieganie, w locie zarcie, bieg na uczelnie, po 8 godzinach myslenia nad problemami teoretycznymi, hop do samochodu. Niecierpliwie stukaja w kierownice swej bryki, sluchajac glosnej muzyki :-) Wpadaja wprost z uczelni do pracy, gdzie zostaja do poznych godzin wieczornych, w przerwie tylko wsysajac nosem "lunch". Powrót do domu. W domku momentalnie do ksiazeczek, kuc na nastepny dzien w uczelni, po czym blyskawicznie pod prysznic. Czasem tylko uda sie wczesniej wypasc z pracy, zaliczyc restauracje z jakas mila sercu osoba, zaciagnac do lozka, szybko poznac smak milosci cielesnej - robiac to tak jak na filmach (bo tak trzeba). I zasnac kamiennym snem, bo zegarek zacznie dzwonic o 6:30, trzeba biegac rano.
Czy tacy dzicy - sa inni? Chyba nie bardzo. Ta dzika grupa specjalnie od grupy stabilnej. Konstrukcja psycho-spoleczna obu grup wydaje sie byc identyczna. Czego sie dzicy obawiaja? Wlasnie ZMIAN. Boja sie, ze samochod nie zadziala (ilez to jest histerycznych wtedy reakcji), boja sie, ze suckesu nie odniosa (jak nie - to samobojstwo prawie pewne), boja sie, ze gospodarka sie zalamie, boja sie, ze ktos szalec nie pozwoli...
To jest dokladnie to samo. Upodobanie STABILNOSCI. I choc tu ta STABILNOSCIA jest bieganie o 6:30, potem nauka, praca i seks, to jednak efekt koncowy jest zblizony...
|