Menu



error This forum is not active, and new posts may not be made in it.
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/23/2010 11:14:55 PM

Dziecko boi się ciemności – bajka terapeutyczna

Quantcast


To jest bajka terapeutyczna napisana by pomóc dziecku, które boi się ciemności. Jest napisana pod kątem dziewczynki w wieku przedszkolnym. Zachęcam Cie jednak by dostosować ją do płci, wieku i zainteresowań dziecka. Możesz te rzeczy zmieniać czytając bajkę, tak aby Twoje dziecko lepiej identyfikowało się z bohaterem. Napisałem już sporo o bajkach terapeutycznych. Zapraszam Cię do przeczytania czym są
bajki, które leczą i o tym jak tworzyć bajki terapeutyczne. A teraz już zapraszam do czytania!

Miś Małgorzatki

W pewnym miasteczku mieszkała sobie dziewczynka imieniem Małgorzatka. Chodziła do przedszkola i miała kochających rodziców. Była wesolutka, szczęśliwa i tylko jedno ją zawsze martwiło i jej dokuczało. Bardzo nie lubiła i bała się ciemności.

Wieczorem leżąc w łóżeczku wyobrażała sobie zawsze jakie to dziwne i straszne stworzenia czaić się mogą w mroku. Czasami zdawało się jej, że słyszy jakieś szumy lub stuki i wtedy nawet na wszelki wypadek przykrywała się cała kołderką. Doszło do tego, że nawet gdy w ciągu dnia przechodziła przy jakimś zakamarku, w którym panował głęboki cień odwracała się lub zamykała oczy.

miśTata Małgorzatki wpadł na pomysł jak jej pomóc. Kupił latarkę, którą dziewczynka trzymała pod poduszką. Dzięki temu za każdym razem, gdy leżała w łóżeczku w nocy i się czegoś wystraszyła mogła ją włączyć i poświecić. A ciemność ma to do siebie, że jak się ją oświetli – to znika.

To był bardzo dobry pomysł, ale nie oznaczał, że Małgorzatka przestała się bać ciemności. Po prostu mogła ją odgonić z pomocą latarki. Zdarzyło się jednak coś co odmieniło to zupełnie. Posłuchaj jak to się stało…

Pewnego wieczora gdy dziewczynka leżała w łóżeczku i już prawie zasypiała usłyszała szelest dochodzący z dugiego końcu pokoju. Wyjęła latarkę spod poduszki i w to miejsce poświeciła. Zwykle okazywało się, że nic tam nie ma, ale tym razem było zupełnie inaczej. Zobaczyła pluszowe coś, co przypominało jej misia przytulankę. Przykrywało łapkami oczy i trzęsło się pod wpływem jasnego światła.

W pierwszej chwili Małgorzatka aż krzyknęła ze strachu. Na pewno nie spodziewała się zobaczyć tego w swoim pokoju. Tamto stworzonko słysząc okrzyk skuliło się jeszcze bardziej i zaczęło popiskiwać. Z całej siły przysłaniało oczka i wyglądało jakby chciało zapaść się pod ziemię.

Dziewczynka widząc to zamilkła. Najwyraźniej to coś dużo bardziej przeraziło się od niej. Nie chcąc dalej go straszyć spytała:
- Uspokój się proszę. Czy to światło Ci tak bardzo przeszkadza?
Potwierdzeniem było kiwanie główki.
- Dobrze, dobrze… Już to wyłączam. – powiedziała bo zrobiło jej się szkoda biednego stworzonka bojącego się światła. Gdy było już ciemno usłyszała cichutkie:
- Dziękuję.
- Ja jestem Małgorzatka, a Ty jak masz na imię? – spytała
- Ja jestem Leopold, miś z bajkowej krainy.
Przez dłuższą chwilkę było całkiem cicho. Już zaczęła myśleć, że może jej się to wszystko tylko wydawało gdy usłyszała znowu:
- Czy Ty nie zrobisz mi krzywdy? Bardzo Cię proszę, żebyś na mnie więcej nie świeciła…
- Ale dlaczego? Bez tego ja z kolei nic nie widzę… – odpowiedziała
- U nas w magicznej krainie jest półmrok i najmądrzejszy z misiów przed światłem przestrzegał. Mówił, że od niego mogą boleć, a nawet rozchorować się oczy. Ale to jeszcze nic. Ostrzegał też, że wszędzie gdzie jest tak jasno czają się groźne stwory. Nawet jeżeli ich nie widzimy mogą nam zabrać całą naszą magię i uwięzić.

Małgorzatka była tym tłumaczeniem bardzo zdziwiona. To przecież właśnie w ciemnościach niewiele widać… Przypomniała sobie zaraz jednak jak to jest gdy wyjdzie się z ciemnego pokoju do bardzo jasnego… albo zapali się nagle światło… lub gdy próbuje patrzeć na słońce. Oczy tego bardzo nie lubią i trzeba je w pierwszej chwili bardzo przymknąć. Wtedy rzeczywiście niewiele można zobaczyć.

Po chwili dziewczynka poczuła, że jej oczy zaczęły się stopniowo przyzwyczajać do mroku i już coraz wyraźniej widziała kształty w pokoju. Zobaczyła zarys misia w tym samym miejscu przy ścianie gdzie wcześniej. Jeszcze do końca się chyba nie uspokoił, więc powiedziała:
- To nie prawda, że tam gdzie jasno są groźne stwory. Ja tu jestem i nie masz się czego bać. Jak chcesz możesz być moim przyjacielem. – dodała uśmiechając się.

Leopold nie wyglądał na przekonanego do końca, ale wyraźnie był już spokojniejszy. Podszedł do niej powoli i przyglądał się uważnie.
- Rzeczywiście nie wyglądasz na stwora, którego trzeba się bać. – powiedział – I z chęcią zostanę Twoim przyjacielem!

Małgorzatka zachichotała gdy pomyślała, że ktoś mógłby się jej bać jako groźnego potwora. Przypomniała sobie zaraz coś i dodała:
- Tata mówił, że jak czegoś nie znamy to często się tego boimy. A jak już to poznamy to zwykle się z naszego strachu później śmiejemy.

Zrobiło im się całkiem wesoło. Miło jest tak wspólnie się pośmiać. Zarówno Małgorzatka jak i Leopold poczuli, że warto było przemóc strach by poznać się nawzajem. Nawet jeżeli byli różni i jedno wolało światło, a drugie mrok, byli przecież teraz przyjaciółmi.

- Tylko, że ja cały czas słabo widzę – powiedziała dziewczynka – Czy możemy chociaż na trochę zapalić światło żebym mogła Cię lepiej zobaczyć? Nie chce Cie oślepić, ale teraz już chyba wiesz, że w świetle nie ma żadnych stworów. Oczy Ci się pewnie szybko przyzwyczają do blasku, tak jak moje do mroku – dodała

Leopold pokiwał ostrożnie głową. Pstryknęła włącznikiem lampki nocnej. Przez chwilę ona sama niewiele widziała bo oczy już przywykły do ciemności. Jednak już niedługo i Małgorzatka i miś przestali przesłaniać oczy. Miś był brązowy, pluszowy i miał czarne oczka i nosek. Poduszki na łapkach były różowe. Wyglądał pogodnie i wesoło chociaż wciąż jeszcze mrużył oczka.

To niesamowite. Okazało się, że tak jak Małgorzatka mogła sporo zobaczyć po ciemku, tak Leopold nie bał się już światła. I do tego byli teraz przyjaciółmi. Jeszcze tego wieczora obiecali sobie, że będą razem bawić się w odkrywców – zarówno w mroku jak i w blasku dnia.

Rodzice nawet się bardzo nie zdziwili gdy zobaczyli nowego ulubionego misia u Małgorzatki. Miała już ich kilka i nawet nie byli pewni, czy to nie jest któryś z nich. Czasami tylko widzieli, że wychodząc na podwórko dziewczynka przysłania oczka misiowi na chwilę, ale nawet nie pytali o to dlaczego. To na pewno taka jej zabawa…

A latarkę oddała Tacie. Czasami jak w nocy nie ma światła w całym domu to warto mieć coś czym można poświecić. Nawet Tacie się to przyda. Dzięki temu chodząc po domu nie wywrócimy się o coś co leży na podłodze. A Małgorzatka miała przecież coś lepszego… Mogła w takich chwilach wziąć Leopolda na ręce i nieść ze sobą. A on przecież świetnie widział w ciemnościach i zawsze ostrzegał ją jak coś stało na drodze.

źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci
9/23/2010 11:19:14 PM
Bajka o kotach i tęczy

To nie jest zwykła bajka – to jest bajka zasypianka. Zasypianki są po to by ułatwić rodzicom dobre usypianie dzieci. Przeczytaj skąd się wzięły bajki zasypianki. Zanim wydrukujesz sobie tą bajkę i weźmiesz się z ochotą za czytanie swojej pociesze proponuję – poczytaj o tym jak korzystać z bajek zasypianek. Potem to już tylko – miłego zasypiania!
Quantcast

Strugi deszczu spadały wciąż w dół i w dół. Kot Szaruś i jego dobry przyjaciel – piesek Kropka siedzieli nieruchomo tuż przy drzwiach na taras i wyglądali przez szybę na zewnątrz. Szaruś ziewnął szeroko i przeciągnął się. Nie było zbyt wiele widać. Kolory były bure i rozmyte, a kształtów przedmiotów stojących nawet niedaleko prawie nie dało się rozróżnić.

Taki senny nastrój panował już dość długo. Woleliby pobiegać na podwórku i pobawić się, a tak nudzili się w domu. Niedaleko nich leżał sobie kot Mruczek. Ten niezbyt często się czymś zajmował, ale też nie widać było nigdy żeby się zbytnio nudził. Tym razem też – oczy miał szeroko otwarte i wpatrywał się cały czas w szybę…

- Co Ty tak oglądasz? Jest taki deszcz, że świata nie widać. – spytał Szaruś zaciekawiony.


Tamten nie odpowiedział od razu tylko najpierw przeciągnął się długo i leniwie. Potem kołyszącym, wolnym krokiem podszedł do nich i wreszcie usiadł obok. Po chwili milczenia powiedział z mruczeniem:
- Jak to nic nie widać? Chyba po prostu nie umiecie patrzeć… Na świecie jest zawsze bardzo wiele do zobaczenia. Również w taki dzień jak dzisiaj. A właściwie – szczególnie w taki dzień jak dzisiaj. Zwykle wystarczy usiąść lub położyć się wygodnie i po prostu patrzeć. Ale trzeba to robić spokojnie i bez pośpiechu…

Szaruś i Kropka odwrócili się znowu w stronę szyby. Na początku nie widzieli wiele, ale po chwili się zaczęło…

Na szybie zbierały się deszczowe krople. Całe mnóstwo. Tworzyły niesamowite kształty. Szarusiowi wydawało się, że widzi tam myszkę ze śmiesznie zawiniętym długim ogonem. Wchodziła ona do jakiegoś domku. Albo może to była psia buda. Taka jaką widział niedawno na innym podwórku. Aż uśmiechnął się sam do siebie. Kropka z rosnącym zdumieniem zauważyła wielką kość, którą aż chciało się chwycić i zacząć ogryzać. Kształty zmieniały się i zdawały tańczyć jakiś powolny i niesamowity taniec.

Gdy skupiło się na pojedynczych kroplach to widać było jak różne i niezwykłe bywały. Magiczne kształty gwiazd, drzew, kamieni i przeróżnych znanych i nieznanych przedmiotów przesuwały się im przed oczami. Wszystkie błyszczące i migotliwe. W kilku z nich Szaruś zobaczył kotka i pieska, które z otwartymi ze zdumienia pyszczkami przyglądały się czemuś nieruchomo. W innych zobaczył zamglony obraz tarasu przed nimi. Te u góry miały wszystko odwrócone do góry nogami. Każda z takich kropel to był cały świat – troszkę podobny, ale też bardzo różny od ich własnego.

Nagle na dworze powiał silniejszy wiatr i krople zaczęły przesuwać się po szybie. Rozciągały się teraz i zmieniały kształty. Tworzyły strumienie, które łączyły się w całe rzeki spływające w dół i w dół. Zwierzaki wciąż jeszcze oglądały w skupieniu ten fascynujący film gdy do drzwi podeszła Magda je otworzyła.

- Deszcz się już skończył. Zostawię otwarte drzwi, żeby się przewietrzyło – zawołała do środka domu.

Fala świeżości wpadła do środka. Zwierzaki wciągnęły głęboko powietrze i wstrzymały na chwilkę oddechy. Było chłodne, pachniało trawą i innymi roślinami podwórka. Gdyby się zamknęło oczy można było się poczuć jak na spacerze po lesie. Miękkie igliwie, które lekko kołysze się podczas każdego kroku i kropelki chłodnej rosy na łapkach.

Woda spłynęła już z drzwi i cały taras widać było już jak na dłoni. Szaruś zobaczył teraz ślimaka, który pracowicie wspinał się na listki pobliskiego kwiatu. Falujące różki wyciągał na różne strony cały czas sprawdzając teren dookoła. Niedaleko, na gałęzi niewysokiego drzewa siedział wróbel, z piórkami nastroszonymi jeszcze po deszczu. Gałąź kołysała się pod nim leciutko, a on odpoczywał sobie z zamkniętymi oczkami. Na środku tarasu, po kałuży płynął zielony listek. Falująca woda popychała go w kierunku brzegu. Wyglądał jak łódź jakiejś mrówki podróżniczki.

- Jest jeszcze coś co powinniście koniecznie zobaczyć. – powiedział Mruczek – Popatrzcie na niebo.

Wszyscy zadarli pyszczki do góry, a Szaruś aż westchnął głęboko. Przez całą szerokość przechodziły kolorowe łuki. Obok siebie były chyba wszystkie kolory, które kiedykolwiek zdarzyło mu się zobaczyć.

- To co widzicie to jest tęcza. Zdarza się czasami po deszczu. Jak chcecie to Wam opowiem skąd się wzięła – dodał z ciepłym uśmiechem.

Nie trzeba tego było im dwa razy powtarzać. Kropka i Szaruś zaraz ułożyli się i przytulili do siebie gotowi do słuchania.

- Jak już wiecie – dawno, dawno temu na świecie żyły pradawne koty – większe i potężniejsze niż my teraz. Król kotów był jednocześnie królem wszystkich zwierząt. W tamtych wspaniałych czasach po ziemi chodziły koty we wszystkich możliwych kolorach. Były zielone, czerwone, niebieskie, a nawet moje ulubione – fioletowe.

Leżąc wygodnie i słuchając, Szaruś wyobrażał sobie od razu te niesamowite barwy. Zdawało mu się, że przez przymknięte oczy widzi wszystko to, o czym Mruczek opowiada. A ten kontynuował:
- Przyszły jednak czasy, w których koty przestały żyć ze sobą w przyjaźni. Te, które były kolorowe zaczęły pysznić się i przechwalać. Nie chciały nawet patrzeć na swych czarnych, szarych i białych braci. Ponieważ król kotów był czarny stwierdziły, że muszą wybrać nowego króla. Takiego, który też będzie mienił się wszystkimi kolorami świata.

Doszło w końcu do tego, że pewnego deszczowego dnia przyszły do władcy i powiedziały, że nie chcą już dłużej mieszkać razem z nie-kolorowymi kotami. I żądają stanowczo, żeby wyniosły się one. Mają po prostu zniknąć zupełnie im z oczu. Królowi już wcześniej nie podobały się te spory. A to co teraz od nich usłyszał, było całkowicie niedopuszczalne.

- Nie chcecie mieszkać razem z nami? – zapytał – Dobrze więc! To nie będziecie! – wykrzyknął. W złości tupnął swoją potężną łapą tak mocno, że aż zatrzęsła się cała ziemia. Wstrząs był tak silny, że wszystkie kolorowe koty wyleciały natychmiast wysoko do góry i już więcej na ziemię nie spadły… Zobaczyć je można było dopiero tego dnia już po deszczu. Wszystkie ich kolory pokazały się na niebie w postaci tęczy. Nie było na niej tylko czarnego, białego i szarego bo te koty pozostały na ziemi. Na ziemi zostało też część rudych kotów. Ale tylko te, które nie były na tyle głupie i zadufane w sobie by próbować przepędzać swoich braci.

Od tamtej pory nie ma wśród nas tak kolorowych kotów. Można je tylko niekiedy zobaczyć po deszczu na niebie. Bo tęcza to jest właśnie pamiątka po ich wygnaniu. Tylko wtedy mogą się pokazać i to tylko bardzo daleko i wysoko na niebie. – zakończył Mruczek.
Niesamowita historia… – pomyślał Szaruś ziewając szeroko. Chciało mu się już bardzo spać i czuł, że oczka za chwilę zupełnie mu się zamkną. Kropka tymczasem zasłuchany w opowieść już dawno zasnął i teraz widać tylko było jak oddycha spokojnie leżąc zwinięty w kłębek.

Całkiem już usypiając Szaruś przypominał sobie też wszystko to co oglądał dzisiaj przez szybę podczas deszczu. Jego ostatnią myślą przed snem było, że tyle wspaniałych rzeczy można zobaczyć jeżeli tylko się po prostu spokojnie patrzy…

źródło

+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci
9/25/2010 9:55:39 PM
Babie lato pajączka Patryka

Czy wiecie dzieci, co to jest babie lato?
Jeśli nie wiecie, to posłuchajcie bajki o małym pajączku Patryku. Mieszkał on na łące, wśród wysokiej trawy. Mimo, że był bardzo mały, był też bardzo pracowity. Ciągle robił pajęcze sieci. Budził się wcześnie rano. Gdy tylko pierwsze promienie słońca przebijały się przez źdźbła trawy, Patryk zabierał się do pracy. Minęło lato, zaczęła się jesień. Wrześniowe poranki często były chłodne, a na liściach trawy pojawiały się kropelki rosy. Nie zniechęcało to jednak pajączka. Mimo, że zziębnięte nóżki ślizgały się po mokrej trawie, Patryk wspinał się na najwyższe źdźbła i na nich rozwijał swoje sieci. Uwielbiał z wysokości spoglądać na swoją łąkę i podziwiać rozpięte wokół sieci, zwłaszcza o poranku, gdy wyglądały jak naszyjniki z perłami, jakimi były krople rosy. Ten fantastyczny widok zachęcał Patryka do jeszcze większej pracy. Jego marzeniem było zobaczyć całą łąkę usłaną naszyjnikami z pereł. Pracował już wiele tygodni. Efekty były widoczne. Właśnie zbliżał się do końca swojego niezwykłego dzieła. Została mu do wykonania największa sieć, którą musiał rozwinąć między najwyższymi źdźbłami trawy. Górowały one nad całą łąką. Zadanie nie było łatwe. Trawa kołysała się na wietrzyku. Ciągle wyginała się, listki zbliżały i oddalały od siebie. Trzeba był zrobić mocną, gęstą sieć. Patryk z wielkim trudem próbowała połączyć dwa źdźbła. Wielokrotnie nici pękały i musiał zaczynać pracę od początku. Po kilku próbach jego wysiłek zakończył się sukcesem. To była największa, najmocniejsza i najwyżej rozpostarta sieć. Patryk wszedł na jej środek, by móc wreszcie obejrzeć z wysokości całą łąkę zasnutą pajęczyną. Niestety, praca nad ostatnią siecią zajęła pajączkowi cały dzień, zrobiło się późno, słońce już zaszło i zrobiło się ciemno. Nie było wyjścia, trzeba było czekać do jutra. Patryk był tak podekscytowany, że postanowił zostać na sieci i tam poczekać do świtu. Delikatnie kołysany na wietrze, utrudzony ciężką pracą pajączek szybko zasnął. Wyczekiwany poranek okazał się dla niego dużym zaskoczeniem. Nie obudziły go jak zwykle promienie wschodzącego słońca, ale coraz mocniejsze kołysanie sieci. Wzmagający się wiatr rozchylał liście trawy. Najmocniej smagał dwa najwyższe listki, pomiędzy którymi rozpostarta była sieć z pajączkiem. Patryk już miał opuścić swoją sieć, gdy podmuch zerwała pajęczynę. Jednak nie spadła ona na ziemię. Okazało się, że pajączek robił tak lekkie sieci, że bez trudu unosiły się one w powietrzu. Patryka ogarnęło przerażenie, ale właśnie w tym momencie pojawił się pierwszy promyk słońca rozświetlając całą okolicę. Pajączek mógł wreszcie podziwiać swoją łąkę usłaną naszyjnikami z pajęczej sieci i z nawleczonymi perłami z kropel rosy. Lecąc nad łąką Patryk był zachwycony swoim dziełem. Mimo, że był małym pajączkiem dokonał wielkiej i pięknej rzeczy. Pole było tak piękne, że szybko zyskało sławę. Podziwiało go wiele innych pająków. Wielu poszło w jego ślady i również w porze jesieni, gdy na trawie często pojawia się rosa, snują swoje sieci. Łąki pięknie zasnute pajęczymi również bardzo się podobają ludziom. Nazywają je babim latem. Zapewne spytacie dlaczego? Tego dokładnie nie wiem, ale jak się dowiem, to wam opowiem w innej bajce.

źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/25/2010 11:07:32 PM
ZAMEK Z PIASKU

Zamki na piasku. Każdy kto był przynajmniej raz na morskiej plaży zapewne bawił się w budowanie zamków na piasku. Buduje się je prosto. Wystarczy piasek, najlepiej wilgotny i łopatka oraz wiaderko. Bartek pierwszy raz był nad morzem, rodzice przyjechali z nim na weekend. Nigdy wcześniej nie widział tak wielkiej ilości wody i piasku. Często pływał w basenie i bawił w piaskownicy. Jednak zarówno basen jak i piaskownica wydały mu się śmiesznie małe w porównaniu do ogromu morza i ciągnącej się wzdłuż jego brzegu piaszczystej plaży. Wysokie fale nie pozwalały na zabawę w wodzie. Bartek odpoczywała na plaży wpatrzony w morski horyzont. Trochę go to zaczęło nudzić. Jego ciekawość wzbudziły dwie dziewczynki, które obok budowały ogromny zamek z piasku. Był tak duży, że dziewczynki nie dosięgały szczytu jego wieży, nie mogąc tym samym dalej wznosić budowli. Bartek odważył się zaoferować pomoc dziewczynkom. Nie od razu zgodziły się przyjąć kolegę do zespołu. Mierząc go jednak wzrokiem doszły do wniosku, że jest od nich wyższy, więc przyda się do budowania wieży. Prace ruszyły dalej. Kasia i Monika, bo takie imiona miały dziewczynki, podawały dla Bartka wiaderka z piaskiem, a ten opróżniał je na szczycie wieży. Czas biegł szybko, słonko powoli chyliło się ku zachodowi. Do zrobienia zostało jeszcze bardzo dużo. Trzeba było jeszcze wybudować bramę, wykopać wkoło rów z wodą i wykonać wiele innych szczegółów. Tymczasem rodzice Bartka uznali, że czas wracać do hotelu na kolację. Na nic zdały się prośby i błagania. Udało się jednak namówić rodziców, by pozwolili mu jutro rano wrócić w to samo miejsce. Chłopiec z żalem opuszczał plażę. W drodze powrotnej przyszedł mu nawet do głowy plan rozbudowy zamku. Chciał dobudować jeszcze jedną wieżę. Miał ochotę wracać by przedyskutować plan z dziewczynkami, rodzice jednak skutecznie go powstrzymali. Bartek nie mógł doczekać się dnia następnego. Wstał najwcześniej ze wszystkich, szybko zjadł śniadanie, robił wszystko by jak najprędzej znaleźć się na plaży. Gdy w końcu dotarli do plaży, ujrzeli piękny zamek z piasku. Był skończony, miał mury, wieżę, bramę i rów z wodą. Miał nawet wykonane z patyków drzewa i plac wyłożony muszelkami. Wzbudzał ciekawość przechodzących koło niego osób. Niektórzy nawet robili pamiątkowe zdjęcia na jego tle. Bartek z niecierpliwością czekał na dziewczynki. Chciała razem z nimi zabrać się do rozbudowy zamku. Czekał długo, bardzo długo ale dziewczynki nie nadchodziły. Rodzice wyjaśnili chłopcy, że dziewczynki już wróciły do domy i nie przyjdą na plażę. Wczoraj zostały dłużej bo chciały dokończyć swoją pracę. Wszyscy podziwiali budowlę ale według Bartka zamek nie był jednak jeszcze skończony. Brakowało mu drugiej wieży. Postanowił zatem kontynuować dzieło. Zabrał się do ochoczo do pracy. Zaczął budowanie nowej wieży z piasku. Pracował ciężko, chciał by była wyższa od tej pierwszej. Doszedł do poziomu, w którym nie bardzo mógł już dosięgnąć jej szczytu, ciągle jednak nie była jeszcze zakończona. Wówczas nieoczekiwanie swoją pomoc zaoferowała Kamila. Dziewczynka miała istotną przewagę nad Bartkiem, była od niego dużo wyższa. Dzieci pracowała dalej wspólnie. Usypały wysoką, wysoką wieżę. Czas biegł szybko, słonko powoli chyliło się ku zachodowi. Rodzice oznajmili, że czas wracać do domu. Bartek wiadomość tą przyjął z dużym smutkiem. Po jego twarzy płynęły łzy. Nie wiele pomogły zdjęcia pamiątkowe zrobione na tle zamku. Udało mu się jednak namówić rodziców, by w następny weekend również przyjechać nad morze, w to samo miejsce. Aby uniknąć rozczarowania rodzice przestrzegli chłopca, że zamki z piasku są bardzo nietrwałe i za tydzień raczej już go nie ujrzą.
Minął tydzień, Bartek ponownie przyjechał z rodzicami nad morze. To co ujrzeli na plaży przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Trudno było rozpoznać dawną budowlę. W miejscu gdzie Bartek tydzień temu budował zamek, wznosiła się olbrzymie piaskowe zamczysko, które miało nie dwie a siedem wież, z których każda była wyższa od poprzedniej. Nie była to wcale ostatnia wieża, ponieważ kilkoro dzieci właśnie pracowały nad wznoszeniem kolejnej. Bartek odważył się dołączyć do zabawy. Dzieci nie od razu przyjęły go do zespołu. Bartek był najniższy z całej grupy, nie wiele miał więc do zaoferowania. Jednak gdy opowiedział o tym jak budowała pierwsze wieże tydzień temu, dzieci zgodziły się na wspólną zabawę.

W taki oto sposób, dzieci , dzięki wspólnemu wysiłkowi, codziennej pracy , z kruchego materiału jakim jest piasek, zbudowały olbrzymi zamek. Być może dalej go budują. Ciekawe ile ma już wież?

źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/25/2010 11:18:03 PM
W siodle

Koń jest duży. Każdy to powie, kto go widział i kto go nie widział. Usiąść na takim koniu to jest spore wyzwanie. Przynajmniej dla małego Stasia. Chłopiec, kiedy był jeszcze zupełnie mały, zobaczył konia na łące. Od tej pory przejawiał zainteresowanie końmi. Ciągle je rysował, z plasteliny je lepił. Rodzice myśleli, że chłopcu z czasem przejdzie ta fascynacja. Byli jednak w błędzie. Staś bowiem pewnego dnia wrócił do domu z ulotką jaką dostał w parku. Mowa w niej była o koloniach w siodle organizowanych dla dzieci. No i się zaczęło. Staś spokoju rodzicom nie dawał. Ciągle o koloniach w siodle opowiadał. Różne wymyślał powody. Gdy to nie poskutkowało obiecał poprawę i w zachowaniu, i w nauce, a i w pracach domowych pomagać miał częściej. Rodzice tłumaczyli Stasiowi, że jest mały, a koń duży, na nic się jednak te argumenty zdały. Wzajemne negocjacje trochę trwały, wreszcie rodzice zgodę na kolonie wyrazili.
Staś bardzo był tym ucieszony. Przed wyjazdem do szkółki szykował cały ekwipunek. Wreszcie przyszedł czas wyjazdu. Rodzice zawieźli chłopca na miejsce zbiórki, do autokaru. Z przerażeniem stwierdzili, że Staś jest ze wszystkich dzieci najmniejszy. Przerażenia nie było jednak widać w oczach Stasia. Przeciwnie, był bardzo szczęśliwy i nie mógł doczekać się odjazdu. Właśnie autokar ruszy. Staś machał ręką na pożegnanie. Nie bał się wcale, mimo że nie miał nikogo znajomego. Wcześniej umówił się z rodzicami, że go odwiedzą w najbliższą niedzielę, i że go zabiorą, jeśli nie będzie się mu podobać. Ale Staś takiej opcji pod uwagę nie brał wcale. Właśnie wyruszał na przygodę z końmi.
Po tygodniu rodzice, zgodnie z umową, z wizytą przyjechali. Ku swojemu zaskoczeniu małego Stasia na koniu zastali. Inne dzieci rodziców gościły, po stajni ich oprowadzały. Staś przywitał rodziców siedząc w siodle na koniu. Szybko się okazało, dlaczego Staś siedział na koniu. Instruktor nauki konnej jazdy wyjaśnił, że Staś jest bardzo mały. Ma duże kłopoty z wsiadaniem na konia, dlatego jak już wsiądzie, to siedzi na nim tak długo, jak tylko może. Instruktor również pochwalił Stasia, poza wsiadaniem jazda idzie mu świetnie. Docenił jego zaangażowanie, zdyscyplinowanie i miłość do koni. Rodzice widząc uśmiechniętego chłopca na koniu byli bardzo szczęśliwi, że mały chłopiec radził sobie z dużym koniem. Szczęśliwy był także koń, bo przydzielono mu małego, lekkiego chłopca, który mimo że był mały wzrostem, był też wielkim przyjacielem koni.
Profil autora: bajkime

źródło
+0


My Links

Search for People

Enter part of a name below to search our members.

Advanced