Menu



error This forum is not active, and new posts may not be made in it.
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/26/2010 7:50:10 PM
Feliks-kotek co nie lubił mleka

Wszystkie koty lubią mleko. Jednaka pojawił się wyjątek. Mały kotek o imieniu Feliks nie lubił mleka. Mama Feliksa sporo miała z nim kłopotów. Codzienne rano na śniadanie było mleko. Było też codzienne Feliksa narzekanie. A to, że mleko jest niesmaczne, że jest za gorące albo za zimne. Nie podobało mu się nawet to, że mleko jest białe. Mama robiła, co mogła. Do mleka miodu dodawała, chłodziła lub podgrzewała. Nawet kolorowe landrynki w nim rozpuszczała, by nie było takie białe. Niewiele to jednak pomagało. Najczęściej po jednym łyku Feliks stwierdzał, że mleko dalej mu nie smakuje, i że więcej pić go nie będzie. Tak toczyło się życie w kociej rodzinie. Mama wiecznie zmartwiona, a mały kotek wychudzony. Wówczas wydarzyła się rzecz straszna. Feliks zachorował i w łóżku wylądował. Kotek był bardzo słaby. Mama zamartwiła się jeszcze bardziej. Szybko pobiegła do doktora. Pan doktor przyszedł, by zbadać kotka. Obejrzał pacjenta dokładnie, osłuchał i opukał, po czym stan kotka uznał za poważny. Kotek jest ciężko chory. Brakuje mu siły, by ruszać łapką czy ogonkiem. Jest nawet za słaby, by wypić mleko i nabrać siły. Nie było więc innej rady, kotka zabrano do szpitala. Tam podłączono mu kroplówkę i sztucznie nakarmiono. Gdy nabrał sił, do domu go wypuszczono, przykazując, by dużo mleka pił. Jednak Feliks przez tydzień tylko do zaleceń tych się stosowała. Po tygodniu znowu zaczęły się grymasy. Kotek stopniowo z sił opadał i drugi raz zachorowała. Znowu znalazł się w szpitalu. Tym razem również go wyleczono, odkarmiono i do domu wypuszczono. Pan doktor pogroził mu nawet palcem, ostrzegając, by nie igrał więcej z chorobą, i by mleko pił, bo inaczej znowu opadnie z sił. Feliks lekko wystraszony, rzeczywiście pił mleko grzecznie, ale tyko przez dwa tygodnie. Po tym czasie powróciły dąsy. Mama przerażona, tym razem nie czekała, aż kotek zachoruje. Wcześniej do doktora kotka zaprowadziła. Pan doktor długo myślał, jak wyleczyć pacjenta z niechęci do mleka. Przypadek był to bowiem wśród kotów niezwykły. Przeglądał różne książki i czasopisma, w żadnej nikt tego nie opisał. Zaproponował zatem kotkowi udział w zawodach. Pan doktor była bardzo wysportowany, często brał udział w różnych kocich turniejach. A to we wspinaniu się na drzewo, w szybkim bieganiu, w kłębków nici rozwijaniu. Zainteresowało to bardzo małego kotka. Zaczął wypytywać o szczegóły. Pan doktor opowiedział o rekordach i medalach. Wyjaśnił dokładnie na czym polegają reguły i jak się do zawodów przygotować. Po wizycie Feliks nie otrzymał recepty. Pan doktor zalecił mu codzienne treningi przygotowujące do zawodów. Feliks sumiennie trenował, codziennie rano biegał, wspinał się i nicie rozwijał. Ku zaskoczeniu mamy po treningu sam mlekiem się częstował. Wypijał go całkiem sporo, był bowiem przekonany, że dzięki niemu sił coraz więcej nabiera. Od tej pory kotek Feliks mleko chętnie pił. Był silny i wysportowany. Nic więc dziwnego, że wiele medali do domu przynosił.
Profil autora: Mama Joli
źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/26/2010 7:53:19 PM
Cygańskie wakacje cz.1

Wakacje, wakacje, wakacje … . Są różne sposoby na ich spędzanie. Krzysiek, Kamil i Małgosia każdego roku spędzali je nad morzem. Stało się to ich rodzinną tradycją. Kąpiele, zamki z piasku, opalanie się na słońcu i zabawy piłką plażową. Rodzeństwo było zgodne, że wakacje nad morzem są najlepsze na świecie. Jednak tegoroczne wakacje nie zapowiadały się na równie udane. Ich mama zachorowała, właśnie leżała w szpitalu, wyjazd nad morze nie wchodził w grę. Na pocieszenie rodzice zaproponowali dzieciom wyjazd do babci i dziadka na wieś. Rodzeństwo nie było tą zamianą zachwycone. Początkowo dzieci nie chciały się zgodzić, wolały zostać w domu. Jednak po namowach mamy, która mając wyrzuty sumienia, że z powodu jej choroby nie są w stanie wyjechać nad morze, zgodziły się na eksperymentalne wakacje na wsi.
Ze smutnymi minami spakowali swoje podróżne plecaki i wsiedli do samochodu. Całą drogę rodzeństwo wspominało wakacyjne przygody znad morza. Zabawę w piratów, tunel z piasku, w którym chowała się ich cała trójka, zbieranie muszli, szum morskich fal i krzyk mew. Dzieci były przekonane, że nic nie może dorównać ich ulubionym wyjazdom nad morze. Mimo, że bardzo lubili dziadka i babcię, to wspólne wakacje na wsi nie wydawały się atrakcyjne. Bywali u nich tylko w czasie świąt, nigdy latem. Nie mieli zatem pojęcia, co można robić latem na wsi.
Gdy dojechali na miejsce, tato wypakował z samochodu plecaki i zostawił dzieci pod opieką dziadka i babci. Pożegnanie z tatą było bardzo krótkie, ponieważ musiał on jak najprędzej wracać do domu, by zaopiekować się mamą. Krzyś, Kamil i Małgosia machali mu na pożegnanie. Wszyscy byli smutni, nawet dziadek i babcia. Dzieci już chciały wnieść plecaki do domu, by je rozpakować, gdy dziadek tym razem bardzo radosnym głosem oświadczył, że co do plecaków ma inne plany. Wówczas dzieci zauważyły, że tuż obok stoi wóz konny, do którego był zaprzęgnięty koń. Dzieci znały go dobrze. Śniadek – bo tak miał na imię koń, był bardzo spokojnym koniem, dziadek często wsadzał dzieci na jego grzbiet i robił przejażdżki.
Dziadek oznajmił, że ruszają na wycieczkę. Zapakował plecaki dzieci na wóz, na którym było już sporo różnych pakunków. Babcia doniosła jeszcze parę innych. Całkiem solidnie obładowani wszyscy ruszyli w nieznane. Zaskoczone przebiegiem sytuacji dzieci ciągle dopytywały się o cel podróży. Jednak ani dziadek, ani babcia nie chcieli go wyjawić. Jechali wolnym tempem, głównie polnymi drogami. Minęły trzy godziny, gdy dziadek zatrzymał wóz. Właśnie dojechali na skraj lasu. Dziadek donośnym głosem, podobnie jak w przypadku, gdy rozpoczynali podróż, zarządził rozbijanie obozu.
Wówczas okazało się, że w licznych pakunkach jakie były na wozie był cały ekwipunek, jaki był potrzebny do rozbicia obozu. Dziadek wyprzągł konia z wozu i razem z chłopcami zabrał się do rozbijania dużego namiotu. Babcia z Małgosią zajęły się przygotowaniem posiłku. Wszystko szło bardzo sprawnie, można było odnieść wrażenie, że takie wyprawy dla dziadka i babci nie są obce. Gdy obóz był już rozstawiony, męska część ekipy poszła do lasu nazbierać drewno na ognisko a damska część poszła zbierać jagody. Po powrocie wszyscy mieli się czym chwalić, nikt nie wrócił z pustymi rękami. Powoli zapadał zmrok. Był to dobry moment, by rozpalić ognisko. Chłopcy oczywiście zaczęli się kłócić, bo każdy z nich chciał tego dokonać. By załagodzić spór dziadek wręczył zapałki dla małej Małgosi, po czym pomógł jej wzniecić ogień. Udało się już za pierwszym razem. Płomienie rozświetlały obozowisko. Zrobiło się ciepło i przyjemnie. Wszyscy rozsiedli się wokół i zabrali się do pieczenia przygotowanych wcześniej kiełbasek. W tak miłej atmosferze zaczęły się opowieści. Wtedy właśnie wydało się, skąd babcia i dziadek tak dobrze znają się na biwakowaniu. Otóż w młodości kiedyś do ich wioski, w której mieszkała babcia zawitał cygański tabor. Kilka dni trwały zabawy i śpiewy. Babcia, wówczas jako młoda dziewczyna, przychodziła posłuchać wesołej muzyki. W ten sposób poznała dziadka, który tak pięknie grał na gitarze, że w ten sposób ukradł serce babci. Na dowód, że była to prawda babcia poszła do wozu i wyciągnęła gitarę, którą wręczyła dziadkowi. Dziadek nie namyślając się długo zaczął grać, czym wprawił rodzeństwo w zachwyt. Dzieci nie wiedziały, że dziadek umie grać na gitarze. Wygrywane melodie wzbudziły w nich prawdziwy zachwyt. Czas przy ognisku i śpiewie mijał bardzo miło. Dzieci były bardzo podekscytowane wyprawą. Teraz czekała ich pierwsza noc pod namiotem. Dostali materace i ciepłe śpiwory. Czekała ich również niespodzianka. Otóż babcia oświadczyła, że dzisiaj wyjątkowo nie muszą się myć i mogą iść spać brudne - jak na cygańskie dzieci przystało. Mimo, że było już ciemno, wszyscy jeszcze długo gwarzyli. Babcia z dziadkiem opowiadali różne historie, stare bajki i legendy. Wreszcie wszyscy usnęli.
Dalsze przygody z serii „Cygańskie wakacje” już wkrótce na portalu www.nasze-bajki.pl

źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/26/2010 7:56:42 PM
Cygańskie wakacje cz.2

Krzysiek, Kamil i Małgosia właśnie spędzili swoją pierwszą noc w obozowisku pod namiotem. Na cygańską wyprawę zabrali ich babcia i dziadek. Rano dzieci obudziło parskanie konia, który tuż obok ich namiotu zajadał trawę. Gdy wyszli z namiotu zauważyli, że i na nich czeka już przygotowane śniadanie. Babcia miała spore zapasy jedzenia. Nie brakowało pysznych, domowych wyrobów babci przechowywanych w słoikach. Po śniadaniu, ku zaskoczeniu dzieci, dziadek zarządził zwijanie obozu. Czyżby wspaniała przygoda miał się skończyć na jednym noclegu pod namiotami? Dzieci ze smutnymi minami pakowały swoje plecaki na wóz. Miny im się rozweseliły dopiero wtedy, gdy zauważyły, że dziadek wcale nie skierował konia w kierunku domu, ale w dalszą trasę. Wspaniała cygańska wyprawa trwała więc dalej. Na pytanie dzieci dokąd tym razem jadą, podobnie jak poprzedniego dnia, ani babcia ani dziadek nie udzielili odpowiedzi.
Tego dnia przejechali dużo większy odcinek drogi. Widać było, że Śniadek, koń który ciągnął wóz, był już bardzo zmęczony. Właśnie dojeżdżali do mostu. Jednak wcale go nie przejechali. Tuż przed mostem dziadek skręcił wóz i zjechał w dół do koryta rzeki. Zatrzymał się na łące tuż nad jej brzegiem. Dzieci zorientowały się, że jest to doskonałe miejsce na rozbicie obozu. Nie myliły się. Dziadek, jak to miał w zwyczaju, donośnym głosem zarządził postój. Wszyscy wzięli się za rozbijanie obozu. Tym razem dzieci doskonale wiedziały, jak to się robi i szybko zabrały się do pracy. Obóz był gotowy już w 30 minut. Babcia, również jak to miał w swoim zwyczaju, zabrała się do przygotowania posiłku. Małgosia dzielnie jej pomagała. Dziadek z chłopcami, po rozbiciu namiotu, poszli zbierać drewno na opał. Wszyscy mieli zajęcie. Ale stukanie Małgosi w dno garnka szybko przywołało obozowiczów. Był to sygnał do zbiórki na posiłek. Jedzenie nie było wyszukane. Były kanapki i zimny kompot. Babcia widząc, że wszyscy mają ochotę na ciepły posiłek, oznajmiła, że jeśli wszyscy dołożą starań to wieczorem na kolację będzie pieczona ryba. Brzmiało to zachęcająco, ale i tajemniczo. Skąd babcia weźmie ryby? Wątpliwości szybko się rozwiały. Dziadek, który zapewne był w zmowie z babcią, bez namysłu zaproponował połów ryb. Co więcej, był na tą okoliczność doskonale przygotowany. Wyjął z wozu sieć rybacką. Krzysiek i Kamil, instruowani przez dziadka, wzięli sieć, rozciągnęli ją i weszli do rzeki. Rzeka nie była głęboka, więc chłopcy bez problemu mogli ją przejść. Małgosia miałaby z tym problem, dlatego dziadek wziął ją na ramiona i brodząc po wodzie płoszył ryby. Metoda okazała się bardzo skuteczna. Już po chwili uradowani chłopcy oznajmili, że widzą ryby w sieci. Rzeczywiście, udało się im złowić aż dziesięć ryb. Szykowała się wielka uczta. Gdy dziadek z babcią zabrali się do przygotowania ryb, dzieci w tym czasie bawiły się w puszczanie kaczek na wodzie. Zabawa nie trwała długo, ponieważ dzieci były bardzo ciekawe, w jaki sposób babcia przygotuje ryby. Przecież nie miała urządzeń kuchennych jakie zwykle są w domu. Dziadek zaangażowała chłopców do rozpalenia ogniska. Gdy płomienie ogarnęły już całe ognisko, babcia ułożyła wokół niego przyprawione ryby zawinięte w aluminiowa folię nakazując dziadkowi, by co pewien czas odwracał zawiniątka. Dziadek nie musiał tego robić, ponieważ zadaniem tym z przyjemnością zajęły się dzieci. Co chwila odwracały ryby, aż babcia w trosce o ich stan musiała ich powstrzymywać. Sytuację uratował dziadek, który znalazł jeszcze jedno zajęcie dla dzieci. Wręczył im ziemniaki i poprosił, by wrzuciły je do ogniska pamiętając jednocześnie ile i w którym miejscu się znajdują. Po godzinie babcia zrobiła test jednej z ryb, który wypadł pomyślnie. Ogłoszono zatem czas wielkiej uczty. Dzieci wyciągnęły swoje ziemniaki. Były całe czarne, ale dziadek zapewniał ich, że takie właśnie są najlepsze. Wszyscy zabrali się za jedzenie. Ryby i ziemniaki prosto z ogniska okazały się prawdziwym przysmakiem. Wokół było iż ciemno. Najedzeni do syta, podobnie jak poprzedniego dnia, dziadkowie z wnukami siedzieli przy ognisku i opowiadali różne bajki, legendy i prawdziwe historie. Przyszedł czas na sen. Tego dnia nie poszło jednak tak łatwo jak poprzedniego. Przed snem babcia zarządziła mycie w rzece. Zimna woda orzeźwiła dzieci, dzięki czemu długo jeszcze gwarzyły w namiocie nim zasnęły.

bajkime

źródło

+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/26/2010 8:05:07 PM
Cygańskie wakacje cz.3

Krzysiek, Kamil i Małgosia byli na wakacjach. Bardzo dziwnych wakacjach. Babcia i dziadek zabrali wnuków na cygańskie wakacje. Właśnie spędzili drugą noc pod namiotem . Ich obóz był rozbity tuż w pobliżu rzeki. Dzieci obudziły dziwne odgłosy. Nie było to parskanie konia, które obudziło ich poprzedniego dnia. Dzisiaj obudził ich głośny szum deszczu uderzającego w powłokę namiotu. Dzieci wysunęły głowy z namiotu. Niebo było zachmurzone, wszędzie było mokro. Dziadek oznajmił, że z powodu deszczu nie pojadą dalej, pozostaną w obozowisku cały dzień. Nie była to dobra wiadomość. W deszczowy dzień nie można było wyjść na zewnątrz i pobawić się nad rzeką. Na szczęście ich namiot był bardzo duży. Było w nim wystarczająco miejsca na różne zabawy, w jakie dzieci najczęściej bawią się w domu. Dzień trzeba było jednak zacząć nie od zabawy ale od śniadania. Właśnie babcia na małym stoliku przygotowywała śniadanie. Wszyscy ze smakiem częstowali się stosem kanapek, który szybko znikała. Najwyraźniej apetyt służył obozowiczom. Rozmowa przy śniadaniu sprowadzała się do przewidywania prognozy pogody. Według dziadka, przez cały dzień będzie padać deszcz. Według babci, deszcz będzie padać tylko do południa. Dzieci również obstawiły swoje typy prognozując pogodę. Według Małgosi powinno przestać padać już za godzinę, według Kamila za dwie godziny, a według Krzysia za trzy godziny. Przewidywanie pogody było ciekawe, nie zmieniło to jednak samej pogody. Deszcz ciągle padał i trzeba było wymyśleć sposób na spędzenie czasu pod namiotem. Dzieci mimo zgłaszanych różnych propozycji nie mogły nic ciekawego wymyśleć. Z pomocą przyszła babcia, która ku zaskoczeniu wszystkich zaproponowała by dzieci wyszły na deszcz. Wszyscy początkowo myśleli, że babcia żartuje, jednak gdy wyciągnęła przeciwdeszczowe płaszcze, dzieci zaczęły wesoło podskakiwać i ubierać się. Widząc ich w przeciwdeszczowych płaszczach, dziadek stwierdził, że wyglądały jak zbrojni rycerze. Chłopcy podchwycili ten pomysł, z gałęzi zrobili mierze i zaczęli zabawę w rycerzy. Małgosia, jak na damę dworu przystało, nie uczestniczyła w potyczkach rycerskich. Snującą się samotnie po obozowisku dziewczynką zajął się dziadek. Zaproponował zabawę w chowanego. Szybko dołączyli do nich chłopcy, którzy uznali tę zabawę za ciekawszą niż wymachiwanie mieczami. Mimo deszczu wszyscy bawili się dobrze. Gdy zabawa trwała w najlepsze, pojawiła się babcia. Mimo namawiania nie przyłączyła się do zabawy, przeciwnie zabrała im dziadka. Po chwili jednak dziadek powrócił, informując że wybiera się do najbliższej wioski do sklepu po zakupy. Dzieci oczywiście nie mogły przepuścić takiej okazji, wszystkie były gotowe towarzyszyć dziadkowi. Tak też i się stało. Już wsiadały na wóz, gdy ku zaskoczeniu dziadek oznajmił, że idą pieszo. Niezbyt tym ucieszone dzieci ruszyły za dziadkiem. Podróż nie trwała jednak długo. Okazało się, że ich obóz jest rozbity bardzo blisko wioski. Znajdujący się w niej sklep nie był duży. Dziadek zrobił zakupy zgodnie z listą jaką dostał od babci. Następnie zwrócił się do dzieci by wybrały sobie jakieś słodycze. Chłopcy tak też zrobili, Małgosia natomiast zamiast słodyczy poprosiła o kolorową piłkę, jaką upatrzyła na wystawie. W efekcie dostała się jej i piłka i lizak. W drodze powrotnej każdy niósł jakiś pakunek, stosownie do swojego wzrostu. Zakupy były całkiem spore, jednak wieloosobowa wyprawa poradziła sobie z tym zadaniem bez problemu. Po powrocie czekało ich dużo trudniejsze zdanie, jakie wymyśliła babcia. Trzeba było rozpalić ognisko. Nie jest to łatwe gdy pada deszcz i drewno jest mokre. Okazało się że część drewna jakie nazbierali jeszcze wczoraj, dziadek schował pod wozem, dzięki czemu było ono ciągle suche. Dzieci zrozumiały wówczas dlaczego nie pojechały po zakupy wozem. Mimo iż drewno było suche, rozpalenie ogniska w deszczu nie było proste. Najpierw trzeba było ułożyć z gałęzi szpiczasty kopiec. W środku jego umieszczono suchą trawę i resztki papierów jakie zostały po zakupach. Dodatkowo na dwóch kołkach zabitych tuż obok ogniska dziadek zawiesił garnek z wodą. Wreszcie nadszedł czas podpalenia ogniska. Chłopcy wyrywali się do tego zadania. Dziadek nie mogąc rozstrzygnąć komu ma wręczyć zapałki, rozpalanie ogniska powierzył Małgosi. Oczywiście pomagał jej w tym, osłonił ją od deszczu, pomagał trzymać pudełko. W efekcie udało się rozpalić ognisko od pierwszej zapałki. Mimo siąpiącego deszczyku płomienie zajęły całe ognisko. Z wody jaka zagotowała się w garnku zawieszonym nad ogniskiem babcia zrobiła herbatę. Wszyscy chętnie dla rozgrzewki wypili ciepły napój. W tym samym garnku zawieszonym nad ogniskiem babci udało się również zrobić pyszną zupę. Dzień powoli mijał. Sprawdziły się prognozy dziadka. Deszcz padał cały czas. Jednak nie przeszkadzał on dzieciom w ciekawym spędzeniu kolejnego dnia wakacji, cygańskich wakacji.
Dalsze przygody z serii „Cygańskie wakacje” już wkrótce na portalu www.nasze-bajki.pl

bajkime

źródło

+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
9/26/2010 8:07:59 PM
Cygańskie wakacje cz.4

Krzysiek, Kamil i Małgosia byli na wakacjach. Bardzo dziwnych wakacjach. Babcia i dziadek zabrali wnuków na cygańskie wakacje. Podróżowali wozem cygańskim, spali w namiocie, sami przygotowywali posiłki. Dla dzieci była to duża atrakcja, mimo że przyzwyczajone były do spędzania wakacji nad morzem. Te cygańskie wakacje okazały się bardzo ciekawe. Nawet zła pogoda nie była w stanie popsuć im wypoczynku. Właśnie mijał trzeci dzień wyprawy. Tego dnia deszcz padał cały dzień. Dopiero wieczorem przestał. Był to jednak czas układania się do snu. Dzieci krzątały się w namiocie. Nim się jednak ułożyły do spania, pojawił się dziadek z propozycją, a raczej z rozkazem. Otóż oznajmił, że w związku z faktem, że może znowu zacząć padać deszcz, trzeba będzie pełnić wartę przy ognisku. Ten rozkaz nie zabrzmiał groźnie, przynajmniej nie dla dzieci. Wszystkie ucieszyły się bardzo i z okrzykiem radości już się wybierały do ogniska. Powstrzymała jej jednak babcia. Poinformowała, że warta będzie prowadzona na zmianę przez każde dziecko z osobna. Począwszy od najmłodszej Małgosi do najstarszego dziadka. Ustalono zatem kolejność pełnienia warty i w jakich godzinach będą zmiany. Dumna Małgosia wyposażona w kocyk już siedziała przy ognisku. Reszta obozu spała albo udawała, że śpi. Na pewno udawała babcia. A w zasadzie nie udawała, bo właśnie przyszła potowarzyszyć Małgosi w pilnowaniu ogniska. Razem siedziały przytulone, wpatrzone w małe płomienie, jakie przeskakiwały na drewienkach. Dziewczynka była już senna, a do końca warty jeszcze było sporo czasu. Babcia znała jednak sporo różnych ciekawych historii. Jej opowieści potrafiły trzymać w napięciu do tego stopnia, że Małgosia wytrwała do końca wyznaczonego czasu. Gdy kończyła wartę wkoło było już ciemno, na niebie pojawiły się gwiazdy. Czas było przekazać wartę Kamilowi. Nie łatwo go było dobudzić. Gdy wreszcie się to udało, chłopiec szybko się ubrał i uradowany, że już przyszła jego kolej, wyszedł z namiotu. Tutaj jego entuzjazm wyraźnie zmalał. Na zewnątrz było bardzo ciemno. Całe obozowisko rozświetlało tylko małe ognisko. Wokół było mroczno i trochę strasznie. Wahającego się chłopca wsparł na szczęście dziadek. Obudzony przez babcię postanowił towarzyszyć Kamilowi w tym niełatwym zadaniu, jakim jest nocne pełnienie warty. Mimo, że gwiaździste niebo nie zapowiadało powrotu deszczu, warta przy ognisku była pełniona zgodnie z planem. Kamil w obecności dziadka czuł się dużo bardziej pewnie. Zainteresowały go gwiazdy, którym z dużą uwagą się przypatrywała. Miał też masę pytań z tym związanych. Dziadek nie na wszystkie znał odpowiedź, jednak znał ciekawą bajkę cygańską o tym, skąd się wzięły gwiazdy. I tak oto snując przeróżne opowieści i bajki Kamil dotrwał do końca swojego czasu. Zadowolony ze swojego wyczynu udał się do namiotu, by obudzić Krzysia, który miał po nim przejąć wartę. Rzeczywiście po chwili Krzyś pojawił się przy ognisku. Na początku chciał odprawić dziadka, oznajmiając, że teraz jest jego kolej. Jednak dziadek wcale nie zamierzał opuszczać ciepłego miejsca przy ognisku. Owijając się kocem oznajmił, że będzie spał, podczas gdy Krzysio ma pilnować ognia. Chłopiec właśnie łamał gałązki chrustu i dokładał je do ognia, gdy i on i dziadek usłyszeli głośny trzask łamanych gałęzi. Po odgłosie można było poznać, że nie były to cienkie gałązki, ale grube gałęzie. Dziadek oznajmił, że skrada się do nich jakieś duże zwierze. Już chwycił duży kij, by mieć się czym bronić, gdy w tym momencie zauważył, że z krzaków wyłania się mroczny, naprawdę duży zwierz. W ciemnościach trudno go było rozpoznać. Według dziadka był to łoś. Dziadek już chciał go przepędzić podchodząc bliżej i wymachując kijem, gdy rozpoznał tajemniczego przybysza. Okazało się, że był to koń. To Śniadek narobił tyle hałasu, no i napędził sporo strachu. Dzięki temu wydarzeniu dziadek nie mógł jeszcze długo zasnąć. Krzysio również po emocjach, jakich im dostarczył Śniadek nie czuł się senny. Warta przebiegała zatem na wspólnych rozmowach dziadka z wnukiem. Krzyś był bardzo zainteresowany, jak wcześniej żyli Cyganie. Dziadek opowiadał o ich zwyczajach, tradycjach, obchodzonych świętach. Opowiadania snuły się przy ognisku. Jego płomienie ogrzewały owiniętych w koce wartowników. Z czasem płomienie były coraz mniejsze, a i opowiadania ucichły. Wartownicy nieruchomo tkwili na swoich stanowiskach. W tak zastygłych pozach zastał ich świt, no i babcia. Widząc śpiącego Kamila okryła go dodatkowym kocem. Dziadka również zamierzała okryć, ten jednak okazał się być bardziej czujny. Obudził się i jakby nigdy nic zabrał za ratowanie dogasającego już ogniska, dając tym samym do zrozumienia, że nie spał. Po chwili płomienie ponownie wesoło skakały po drewienkach. Babcia z dziadkiem mieli czas na własne rozmowy i wspomnienia o dawnych czasach. Na horyzoncie było już wyraźnie widać poświatę wschodzącego słońca. Warta dobiegała końca i czas było zacząć kolejny dzień cygańskich wakacji.
Dalsze przygody z serii „Cygańskie wakacje” już wkrótce na portalu www.nasze-bajki.pl.
Wcześniejsze części "Cygańskich wakacji" dostępne w archiwum Bajek Dnia.


Profil autora: bajkime

źródło
+0


My Links

Search for People

Enter part of a name below to search our members.

Advanced