Menu



error This forum is not active, and new posts may not be made in it.
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
2/3/2013 10:24:43 PM
Trzy bałwanki

Na placu zabaw przed przedszkolem stały dwa bałwany. Jeden był duży, drugi mały. Bałwan duży był ulepiony przez grupę Zuchów, przedszkolnych starszaków. Bałwan mały był ulepiony przez grupę Smerfów, przedszkolnych maluchów. Bałwany dobrze o tym wiedziały i często o to się spierały. Zresztą posłuchajcie sami.
- Jesteś taki mały jak te Smerfy, co cię ze śnieżnych gałeczek ulepiły.
- Jestem mały, ale prawdziwy. Spójrz na mój nos, jest z marchewki, a nie z suchego patyka, którego ci twoje Zuchy sprawiły.
- Lepiej uważaj, bo zapowiadali opady śniegu. Jak nadejdą, to pod białą pokrywą Smerfy cię nie znajdą.
- Moje Smerfy codziennie mnie odwiedzają i piosenki mi śpiewają, ale twoich Zuchów ostatnio nie widziałem wcale. Chyba cię nie widzą, mimo że jesteś taki wielki.
- Ja ci dobrze radzę, weź się zapnij, bo inaczej resztki śniegu ci się wysypią i pozostanie po tobie tylko wspomnienie.
- Wspomnienie po mnie zostanie dopiero wiosną, a i wtedy zostanę na obrazkach, które Smerfy mi namalowały. A co z twoimi obrazkami? Jakoś żadnego nie widziałem.
- Na co komu twoje obrazki, mały bałwanie. Chyba że są to karykatury, to rozumiem, śmiechu będzie co niemiara.
- Dzieci, kiedy mnie widzą, to się uśmiechają, bo jestem ładny i mnie lubią. Za to, jak ciebie zobaczą, to śnieżkami w ciebie rzucają.
- Rzucają we mnie śnieżkami i doskonale się bawią. Za to w ciebie mało kto trafi, a poza tym boją się, że cię jedną śnieżką przewrócą.
W tym momencie bałwany spór przerwały. Na plac zabaw przyszły dzieci z przedszkola. Nie były to jednak ani maluchy, ani starszaki. To przyszły dzieci z grupy Promyczki, przedszkolnych średniaków. Dzieci widząc dwa bałwany postanowiły ulepić trzeciego bałwana. Zabrały się z zapałem do pracy. Po chwili bałwan był już gotowy. Był ani duży , ani mały. Dzieci ustawiły go pomiędzy bałwanem dużym i małym. Teraz bałwany ustawione w kolejności od najmniejszego do największego wyglądały jak trzej bracia. Jednak, gdy dzieci już poszły, bracia wcale rodzinnych uprzejmości nie wykazywali. Bałwan średni niechętnie został powitany przez dużego i małego bałwana.
- Chciałem zaznaczyć na wstępie, że ja tu jestem najważniejszy – rzekła bałwan duży.
- A ja chciałem zaznaczyć, że jestem najładniejszy - rzekł bałwan mały.
- Ja chciałem zaznaczyć, że jestem ….. - tutaj zastanowił się chwilę bałwan średni – ja …, ja właściwie nie wiem jaki jestem.
- Czy to oznacza, że jesteś ….. taki nijaki? – zapytał bałwan duży.
- Nie jesteś mały, nie jesteś duży, czyli jaki jesteś? – zapytał bałwan mały.
- Chyba jestem taki jakiś średni - nieśmiało i skromnie odpowiedział bałwan średni.
- Ha, ha, czyli jesteś mniejszy niż ja, czyli gorszy - zaśmiał się bałwan duży
- Ha, ha, czyli jesteś większy niż ja, czyli brzydszy - zaśmiał się bałwan mały
- Ha, ha, czyli jestem gorszy i brzydszy - zaśmiał się bałwan średni, nie do końca zdawał chyba sobie sprawę ze słów jakie wypowiadał. Dzieci niedawno go ulepiły i nie wszystko jeszcze rozumiał. Nie chciał jednak być nijakim bałwanem.
Bałwan mały i duży jeszcze głośniej zaczęły się śmiać ze średniego kolegi. Nie często można bowiem spotkać kogoś, kto sam śmieje się z tego, że jest gorszy i brzydszy od nas. Śmiechy nie trwały jednak długo. Bałwany musiały pozostać w bezruchu, bo właśnie na plac znowu wybiegły dzieci z przedszkola. Dzieci nie lepiły nowego bałwana. Wszystkie okrążyły średniego bałwana. Z dziećmi była pani wychowawczyni. Miała w ręku aparat fotograficzny i gdy dzieci były ustawione zrobiła im zdjęcie. Gdy na placu było znowu pusto małemu i dużemu bałwanowi wcale nie było do śmiechu. Przeciwnie, były zazdrosne o to, że dzieci wybrały średniego bałwana do pozowania do zdjęcia.
- Patrzcie go, taki skromny, a wszystkie dzieci zabrał dla siebie – obruszył się bałwan duży.
- Patrzcie go, nieśmiały, a otoczył się wkoło dziećmi - obruszył się bałwan mały.
- Ale ja po prostu byłem tutaj, a dzieci same mnie wybrały. Może dlatego, że byłem ani duży, ani mały. Może dlatego, że nie zajmowałem całego kadru w aparacie, a może dlatego, że dzieci nie musiały kucać, by było mnie widać na zdjęciu. A może dlatego, że po prostu byłem sobą, zwykłym śnieżnym bałwanem.
Od tej pory bałwanki nie dokuczały sobie. Stały grzecznie w szeregu od najmniejszego do największego. I tylko czasami, gdy nikt nie widział, tak dla zabawy obrzucały się śnieżkami, wymieniały się swoimi noskami, łaskotały się rózgami. A wszystko dlatego, że były to trzy bardzo wesołe bałwanki. Mimo że każdy bałwanek był inny, to każdy był ulepiony z tego samego śniegu i każdy należał do tej samej bałwaniej rodziny.

źródło
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
2/12/2013 10:54:51 PM
Narty

Śnieżna zima, to jest to, co narty lubią najbardziej. Tak też było w przypadku nart małego Marcina. Od niedawna były jego własnością. Tak naprawdę wcześniej należały do jego starszego brata Pawła. Paweł dostał je od Mikołaja, było to cztery lat temu. Może trudno w to uwarzyć ale Paweł miał okazje na nich jeździć tylko podczas jednego sezonu. Kolejne lata przynosiły zaskakujące okoliczności, które nie pozwalały Pawłowi wyjechać w góry, gdzie mógłby pozjeżdżać na swoich nartach. A to zmogła go choroba, a to brakowało śniegu, a to było go tak dużo, że niemożna było dojechać. Lata mijały, Paweł rósł i rósł … aż wyrósł. Nary były już dla niego za małe. Zapewne trafiłyby gdzieś głęboko na strych i słuch by po nich zaginął gdyby nie Marcin, młodszy brat Pawła. Cztery lata temu nie potrafił jeszcze chodzić, ale już wówczas bardzo mu się one spodobały. To on każdego roku przymierzał je i udawał, że zjeżdża z góry.
Czkanie opłaciło się, wreszcie nadszedł dzień, kiedy rodzice chłopców poinformowali ich o wyjeździe z góry. Cieszyli się wszyscy. Paweł, bo dostał nowe narty, odpowiednie do swojego wzrostu, Marcin, bo to był jego pierwszy wyjazd zimą w góry. Może trudno w to uwierzyć, ale najbardziej cieszyły się z wyjazdu narty. Po czteroletniej przerwie bardzo chciały znowu zobaczyć śnieg.
Marcin z dumą nosił swoje narty. Wiedział od Pawła, że naukę jazdy na nartach nie jest łatwa i trzeba zaczynać od zjazdu z bardzo małych górek. Jednak Marcin był przekonany że poradzi sobie na dużej górce. Po długich namowach rodzice zgodzili się by Marcin wjechał na szczyt. Całkiem dobrze poradził sobie z wyciągiem. Gdy był już na górze jego odwaga nieco zmalała. Jednak nie dawał po sobie znać, dalej udawał że poradzi sobie. Obiecał tacie, że będzie zjeżdżał bardzo wolno, tuż za nim. Początkowo ten plan rzeczywiście działał jednak tylko do najbliższego skrętu. Nie udał się, Marcin dalej zjeżdżał prosto, co gorsza, zjeżdżał coraz szybciej i szybciej.
Taki zjazd najczęściej kończy się upadkiem. W przypadku Marcina było jednak inaczej. Z dużą prędkością zjechał na sam dół, ciągle utrzymując się na nogach. Wszyscy zastanawiali się – jak to możliwe? Odpowiedź na to pytanie znały tylko narty. Były bardzo wdzięczne dla Marcina za to, że przez te wszystkie lata pamiętał o nich, a gdy przyszedł czas na wyjazd w góry, nie męczył rodziców by kupili mu nowe narty ale chciał zabrać stare narty brata. Gdy chłopiec stracił kontrole nad nartami, one robiły wszystko by się nie wywrócił. Trzymały się równo blisko siebie i w ten sposób sprowadziły bezpiecznie Marcina na dół. Po tej przejażdżce Chłopiec nie odważył się na kolejne zjazdy. Grzecznie udał się na mniejszą górkę. Radził sobie doskonale, tak dobrze że pod koniec dnia wszyscy stwierdzili, że już potrafi jeździć na nartach. Był to chyba jedyny znany przypadek, kiedy ktoś nauczył się jeździć na nartach ani razu nie upadając. Jak to możliwe? Odpowiedź na to pytanie znały tylko …. narty.

Beata Terlecka
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
2/12/2013 10:58:51 PM
Kolorowy bałwanek

Dlaczego śnieg jest biały? - zastanawiała się Zosia. Biały śnieg jest ładny. Gdy spadnie świat wydaje się taki czysty, odnowiony. Jednak wadą białego koloru jest to, że szybko się brudzi. Gdyby śnieg padał kolorowy, na przykład zielony – to mielibyśmy zimą zielono jak na wiosnę. Albo żółty – świat wyglądałby jakby był cały obsypany płatkami żółtych kwiatów. Albo niebieski – czulibyśmy się wtedy jak na bezkresnym morzy. A gdyby spadł śnieg czarny – oj, wtedy świat nie wyglądałby zbyt ładnie. Najlepiej, gdyby padał kolorowy śnieg. Byłoby wtedy wesoło. Jakże zabawnie wyglądałby wtedy bałwanek. Zosia pomyślała w tym momencie o bałwanku, którego ulepiła wczoraj z Magdą, koleżanką z sąsiedztwa. Stal za oknem. Był oczywiście cały biały poza nosem zrobionym z marchewki i guzików z małych węgielków.
A gdyby tak pokolorować naszego bałwanka? – Zosia wiedziała, że to świetny pomysł. Szybko ubrała się i pobiegła do sąsiadki podzielić się swoim planem. Magdzie pomysł z malowaniem bałwanka również się spodobała, ale doszukała się w nim pewnych trudności. Bałwanek jest ulepiony ze śniegu i nie da się go pomalować farbami, bo do malowania używa się wody. Woda ma temperaturę dodatnią i polany nią śnieg będzie się rozpuszczać – stwierdziła Magda, która była prymusem z fizyki. To wymyśl coś – odparła Zosia – ja wymyśliłam kolorowanie bałwanka, a ty wymyśl jak go pokolorować. Łatwo wymyślić, ale trudniej zrobić – oburzyła się Magda – każdy może coś wymyślić, ale nie wszystko da się zrobić. Kolorowego bałwanka nie da się zrobić. Dziewczynki pokłóciły się i rozeszły.
Następnego dnia od rana padał śnieg – oczywiści biały śnieg. Zosia siedziała w oknie i przyglądała się spadającym płatkom. Na chwilę zamknęła oczy i wyobraziła, że z nieba spadają kolorowe płatki śniegu. I wówczas przypomniała, że niedawno podczas zabawy sylwestrowej sypały się na nią takie kolorowe płatki konfetti. No właśnie, konfetti – pomyślała Zosia – wystarczy obsypać bałwanka kolorowym konfetti i będzie kolorowy. Dziewczynka odnalazła ostatnią paczkę konfetti, która została po zabawie, i gdy tylko śnieg przestał padać zabrała się do kolorowania bałwanka. Obsypała go drobnymi kolorowymi płatkami papieru. Bałwanek był kolorowy, ale tylko trochę. Jedna paczka konfetti to zdecydowanie za mało jak na tak dużego bałwanka. No, całkiem ładny – powiedziała Magda, która również wyszła z domu, widząc jak koleżanka posypuje bałwanka czymś kolorowym. Mam za mało konfetti – odparła Zosia – nie wygląda tak ładnie jak bym chciała. U nas zostało konfetti – z radością stwierdziła Magda – rodzice kupili 10 paczek i zapomnieli zabrać na bal sylwestrowy, więc wszystkie zostały. Magda pobiegła do domu i przyniosła konfetti. Dziewczynki razem obsypały bałwanka kolorowymi płatkami. Wyglądał prześlicznie. Wyraźnie wyróżniał się na tle białego otoczenia – nie sposób było go nie zauważyć. Dziewczynki były bardzo dumne ze swojego dzieła. O kolorowym bałwanku było coraz głośniej. Mówiono o nim nie tylko w najbliższym sąsiedztwie, ale w całym miasteczko wiedziano, że tej zimy zawitał do nich kolorowy bałwanek.
Bałwanek zrobił się sławny. A sprawa zrobiła się na tyle głośna, że nawet zamieszono jego zdjęcie w gazecie. Gdy pewnego ranka dziewczynki zauważyły zdjęcie swojego bałwanka na pierwsze stronie gazety, były z siebie naprawdę dumne.
Widzisz – powiedziała Zosia do Magdy – nasz bałwanek jest sławny. Rzeczywiście – odpowiedziała Magda – czasami lepiej nie wiedzieć, że coś jest niemożliwe, bo wówczas może okazać się możliwe. Już nigdy nie powiem, że twoich pomysłów nie da się zrealizować – dodała Magda. No dobra, to powiedz mi jak sprawić by ferie były dwa razy dłuższe – zażartowała Zosia. Da się zrobić, wystarczy dać ogłoszenie do gazety o przedłużeniu ferii – również żartując odparła Magda.

Marta Skibicka
+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
5/29/2013 8:50:43 PM
O rybaku

Mieszkał sobie w wiosce jeden rybak. I pojechał na połów ryb, założył sieci i złapał jedną rybkę, założył drugi raz i złapał drugą rybkę, założył trzeci raz i złapał trzecią rybkę. Tak złapał do trzech razy. I kiedy chciał puścić trzecią rybkę w wodę, rybka mówi do niego:
- A weź mnie, weź mnie, na trzy części rozetnij i daj pierwsze dzwonko żonie, a drugie szkapie, a trzecie suce, a ze mnie kości wszystkie weź i schowaj w ziemi.
Wtem kobieta jego została brzemienna, tak samo kobyła, tak samo i suka. Kobieta urodziła dwóch synów, bliźnięta, i tak samo kobyła oźrebiła się, i miała dwa źrebaki; oszczeniła się i suka, i miała dwa pieski – wszystko po parze. I tak rośli wszyscy razem aż do tych lat, w których czas im było wyjeżdżać na wojnę.

Dopiero ojciec z matką rozpaczali! Ale oni rodziców nie słuchali i uzbroili się w broń, która im wyrosła z tych kości, co je ojciec pochował pod ścianą, i ruszyli w drogę. Matka im tylko to jeszcze powiedziała:
- Macie butelkę wody i gdzie się będziecie rozjeżdżać, tę wodę pod jakie drzewo schowajcie na rozstajnych drogach, a gdy który wróci do wody, a zastanie krew, to już drugi zginął.
I tak się rozjechali. Jeden udał się w lewo, drugi w prawo.
Ten, co się udał w prawo, przyjechał do pałacu, co w nim smok przeszkadzał. Królewna jedynaczka miała iść temu smokowi na pożarcie.
- Ja pójdę na miejsce królewny i smoka zwojuję – mówi.
Stanął przy norze, skąd smok siedem łbów mający, wychodził i wszystkie siedem pościnał. Król mówi mu:
- Ode mnie już nie odjedziesz, tylko córkę moją weźmiesz za żonę.
I tak się ożenił. Razu pewnego, w nocy, zaczęło się okropnie błyskać nad morzem czerwonym.

- Co tam takiego, co tak błyszczy – pyta, a żona mówi:
- Chcesz tam jechać? Jeślibyś pojechał, to już byś nie powrócił.
On wstał rano, nie słuchał żony i wsiadł na konia, wziął to uzbrojenie, w które był przystrojony, wziął konika i pieska ze sobą, i udał się w tamte strony.
Przyjechał do morza, gdzie leżały dwie szczapy drew. Zdjął z siebie pasek, te dwie szczapy związał, wprowadził konika i pieska, i tak się przewiózł za morze. I przybył do zamku zaklętego i wszedł, a nie widział żadnego człeka, tylko kamienie.
Wychodzi do niego baba. Piesek skacze na nią, a ona mówi:
- Paniczu, weź różdżkę ode mnie, a uderz tego pieska, bo mnie skaleczy
Skoro wziął tę różdżkę i uderzył pieska, ten stał się kamieniem i koń kamieniem, i on sam kamieniem. Żona jego kazała swój zamek ciężką żałobą okryć, bo straciła męża.
Przyjeżdża brat jego do wody, którą schowali, i ogląda. Zobaczył krew i udał się w tę stronę, gdzie brat jego pojechał.
I przyjeżdża do tego zamku, gdzie brat jego wprzódy przyjechał, i widzi żałobę.
- Dlaczego ten zamek tak przykryty? – pyta.
A królewna powiada:
- Ja myślałam, żeś zginął!
I szybko kazała to obedrzeć. Cieszyła się, że mąż powrócił, a on to wszystko udawał, bo chciał się dowiedzieć, jak brat jego tu zginął. Tak samo położył się z nią spać, lecz wyjął miecz z pochwy i położył w środek pomiędzy nich, bo wiedział dobrze, że to nie jego żona. Wtem, ujrzał błyskanie za morzem czerwonym.
- A co tam takiego tak błyszczy? – pyta ją.
- A, toś ty tam nie był? To ty nie wiesz? – odpowiedziała.
I tak się dowiedział, że brat jego tutaj nie zginął.
Rano, skoro tylko wstał, udał się tak samo w podróż, wziąwszy z sobą konika i pieska, i to samo uzbrojenie, w które był przystrojony. I przybył tak samo do morza, gdzie były dwie szczapy drew. Zdjął z siebie pasek, te dwie szczapy związał, wprowadził konika i pieska, i tak się przewiózł za morze.
I przybył do zamku zaklętego, i wszedł, a nie widział żadnego człeka, tylko kamienie. „Zapewne tu mój brat zginął, bo jest koń i pies tak jakby ten sam”, myślał sobie. Wtem go złość tęga opanowała, wyrwał miecz z pochwy i powiedział:
- Muszę znaleźć tego człeka, co tyle ludzi potracił!
I wpadł pomiędzy gmachy pałacu, wodząc pieska przy sobie. A piesek zaczął okropnie szczekać. Wychodzi baba do niego i mówi:
- Weź ode mnie różdżkę i uderz tego pieska, bo mnie skaleczy.
A on na to:
- Tyś tutaj mego brata straciła, to i mnie chcesz stracić! Już ty ręce mojej nie ujdziesz!
I szczuje pieskiem babę, a ta mówi:
- Paniczu, mam ja tu wodę, którą polejesz brata i on wstanie.
- Ty mnie zdradzić chcesz, jak mego brata zdradziłaś – on mówi. – Polej ty sama!
- Moja ręka nic nie będzie znaczyć, jak ja poleję – baba na to.
Więc się udał na dwór i przyniósł dwa kije. Kazał babie wsadzić między te kije butelkę i polał najpierw brata, który wstał i powiedział:
- A tom się wyspał, wyspał.
- Spałeś na wieki – brat mówi do niego.
I chodzili obaj bracia, i kamienie polewali, i dużo ludzi z tych kamieni ożywiali, i całe miasto obok zamku zaklętego poczęło się ożywiać. Oni zaś powrócili do zamku i spostrzegł brat jeden, że na łóżku leży ładny kamyczek, i pokropił go wodą. Wtem wstaje królewna tego zamku i powiada:
- A tom się wyspała, wyspała.
- Spałaś, królewno, na wieki – mówi on.
- Już ja teraz będę twoją żoną i twoje będzie to królestwo.
- Powrócę do ciebie, ale pojadę pierwej do swych rodziców po błogosławieństwo – odrzekł i obaj pojechali.
I mówi brat jeden do drugiego:
- Pierwszej nocy, nim tu przyjechałem, spałem z twoją żoną.
- Spałeś? – on odpowiada i wyrywa miecz z pochwy, i ucina głowę bratu swojemu.
I udał się do żony swojej, a nie wiedział o niczym, aż się położył z nią spać, a ona mówi:
- A coś ty miał za grymas, żeś wyjął miecz i między nas w środek położył?
Myśli on: „To mój brat spał z moją żoną, ale sprawiedliwie”. Szybko wstał i pomyślał sobie, że ma wodę, którą mu głowę poleje, to on wstanie. I przyjechał do brata, polał oną wodą. Brat powstał i przeprosili się.
I tak obydwaj powrócili do żony jego. Nie chciał brat drugi bawić tam, tylko do rodziców powrócił, którzy mu dali błogosławieństwo. Udał się do zamku swojego i poślubił oną królewnę, którą ożywił, i całe miasto było mu wdzięczne. A rodziców wziął do siebie i chował ich aż do śmierci.


+0
Barbara K.

640
48202 Posts
48202
Invite Me as a Friend
Top 25 Poster
RE: Bajki dla dzieci ... poczytaj mi mamo
5/29/2013 8:52:39 PM

O kogucie

Jedna baba, uboga żebraczka, chodziła po proszonym chlebie od chaty do chaty. Odprawiano ją zwykle z niczym mówiąc: „Niech Pan Bóg opatrzy”. Ale jedna litościwa kobieta, sama niebogata, dała jej ziarnko grochu, gdy nie mogła dać nic lepszego.
Żebraczka, odebrawszy to ziarnko grochu, zasadziła je w ziemię i czekała wiosny i lata. A tu z ziarnka wyrosły strączki i wiły się po tyczce w górę, wiły się coraz wyżej i wyżej, aż nareszcie dosięgły samego nieba. Baba, ciekawa, jak też to tam jest w niebie, schwyciła się wijącej latorośli i czepiając się rękami kruchych gałązek, drapała się po nich coraz wyżej a wyżej, aż nareszcie doszła do nieba. W niebie zobaczyła świętego Piotra i pokłoniła mu się. A święty Piotr dał jej jajko i złoty kubek, przeżegnał ją i kazał na świat wrócić, mówiąc, że z kubka będzie miała napoju, ile tylko zechce i jakiego zechce.
Gdy się znów na powrót po tyczce i gałązkach grochu spuściła na dół – trzymając jajko pod ciepłą pachą, dostrzegła, że już z niego wylągł się śliczny kogut, który zaraz babce powiedział: „Dzień dobry” i w chacie jej krzepko się uwijać począł i ludzi do roboty budził. A kubek, ile razy tego zażądała, napełniał się do wierzchu mlekiem, winem, wódką, piwem lub innym trunkiem. Oczywiście, że bardzo jej z tym było dogodnie, Bogu też za to dziękowała, a trunków nie nadużywała.
Dowiedziała się jednak wkrótce o tym cudownym kubku wieś cała; dowiedział się o nim i sam pan dziedzic. Posłał więc swego lokaja, ażeby babę z kubkiem do pana zaprosić. Ale ostrożna babula nie dała się w pole wywieść i iść nie chciała. Więc pan zalecił lokajowi użyć fortelu i kubek wykraść.
Jakoż razu jednego, wpadł lokaj do chałupy baby z nagłym okrzykiem:
- Pali się we wsi, gore, gore! – i zniknął niby, ukrywszy się za drzwi.
Przestraszona baba wyleciała z chałupy, gdy słońce zachodzące ognistą na świat rzucało łunę, a zobaczywszy, że pożaru nie ma, wróciła. Ale już kubka w izbie nie zastała. Porwał go bowiem podczas jej niebytności lokaj i do pana zaniósł.
Pan, przekonawszy się wkrótce potem o obfitości cudownego kubka, sprosił wszystkich sąsiadów i wielu innych gości na ucztę do siebie i częstował ich z owego kubka, czym kto się chciał posilić, a było tam i szampańskie wino, i arak Jamajka, i inne rzadkie trunki. Goście cieszyli się wszyscy a pili.

Wtem, gdy sobie już dużo tego picia pozwolili, odzywa się nagle trzykrotnie za oknem kogut, który chcąc babce dopomóc, zapowiedział jej, że pójdzie po ten kubek i odzyska go:
– Kikiryku, kikiryku! Pijecie nie z pańskiego, ale ze skradzionego babce kubka!
Rozgniewany pan kazał koguta natychmiast schwytać i wrzucić w głęboką studnię na podwórzu. Tutaj ów kogut w wodzie jak zaczął pić a pić wodę, tak calutką wodę wypił, aż w studni zrobiło się sucho i przyleciał znowu pod okno i zaczyna krzyczeć:
- Kikiryku, kikiryku, ze skradzionego babce kubka!
Zdziwiony tym i rozgniewany pan każe powtórnie łapać koguta i wrzucić go w rozpalony piec, gdzie buchały płomienie. Ale kogut wkrótce cały ten ogień zalał, wypuściwszy z siebie wszystką ze studni wypitą wodę, połknął wszystek dym w siebie, i znowu poleciał pod okno i wrzeszczeć począł o skradzionym kubku.
Zniecierpliwiony pan znowu go kazał schwytać i wrzucić do stajni między bystre konie, żeby go roztratowały. Ale tu kogut, jak zaczął z siebie wypuszczać połknięty dym, tak wszystkie konie zaczadził, i wszystkie się podusiły. Pan, widząc tak wielką szkodę, kazał znów koguta schwytać, oskubać, upiec go na rożnie i wreszcie zjadł go.

Aż tu nagle w brzuchu jego odzywa się znowu ów kogut:
- Kikiryku! Ze skradzionego kubka! – A głos ten bezustannie się powtarza i nie ma sposobu go zagłuszyć, a co pan się z kubka chce napić, to wszystko na powrót oddać musi, bo kogut tego do żołądka nie dopuszcza, a wciąż swoje wrzeszczy. W końcu poradził panu doktor wziąć lekarstwo na wymioty i koguta na powrót przez gardło wyrzucić. Gdy zatem oddał koguta, ten wyskoczył jak wprzódy, żywy i zdrów, mówiąc, że nie da panu pokoju, dopóki kubka nie zwróci babce. I nie mógł pan z nim sobie poradzić, więc kubek sam babce odniósł i przeprosił ją.

+0


My Links

Search for People

Enter part of a name below to search our members.

Advanced