Menu



error This forum is not active, and new posts may not be made in it.
1
Opowiadania...
2/22/2009 10:52:41 AM

 A tu jest miejsce na opowiadania...

Słownik wyrazów niezupełnie obcych by Baszka von Hanff 

A - Abstrakcja 
B - Balet 
C - Ciało 
D - Dom 
E - Extra 
F - Film 
G - Groza 
H - Historia 
I - Ironia 
J - Ja 
K - Koń 
L - Londyn 
Ł - Łaska 
M - Muzeum 
N - Noc 
O - Orkiestra 
P - Potrzask 
R - Rower 
S - Smak 
T - Teatr 
U - Uwaga 
W - Względność 
Z - Zamysł 
Ż - Żaba 

ABSTRAKCJA - wszystko, czego nie można narysować lub opisać słowami tak, by to było rzeczywiste. 
 Już sam pomysł wypisania liter alfabetu i dopisanie potem słów, pojedynczych, według zasady:, co myśl pierwsza podsunie, mógłby być kwintesencją ABSTRAKCJI. 
Pamiętam jednak takie czasy, gdy wiszące na ścianie jaskrawe, geometryczne płaszczyzny wykonane oczywiście przez Uznanego Artystę mogły nosić tytuł ABSTRAKCJI i przynosić Uznanemu Artyście słuszne uznanie. Tudzież pieniądze. Gdybym to jednak ja ośmieliła się uczynić coś takiego? HO! HO! 
Chociaż przyznaję się od razu, że "popełniłam" dwa lub trzy obrazy olejne (ktoś je ma do dzisiaj i niech się cieszy), ale za nic na świecie nie chciałabym, by okrzyknięto je powyższym tytułem. Tym bardziej, że nic we mnie z Uznanej Artystki. 
Przypominam sobie jeszcze modę na ABSTRAKCJĘ na ścianach. To były czasy! Monotonię socjalistycznej szarej codzienności można było ubarwić sobie plątaniną linii, trójkątów i kół namalowanych bezpośrednio na ścianie. 
ABSTRAKCJA. Samo słowo niesie w sobie jakiś element tajemnicy AKCJI wykonanej przez agenta o kryptonimie ABSTR. Żeby sprawę całkiem utajnić zrobimy z ABSTRA BASTRA i proszę, jest Bastrakcja, nowe, nieznane słowo, całkowicie mieszczące w sobie wszystko, co mogłabym pomieścić na płótnie albo ścianie, albo na iluś tam arkuszach wydawniczych - oczywiście zakładając, że kiedykolwiek uda mi się zachęcić kogokolwiek do wydania tego Słownika. 
Pomysł jest przecież całkowicie ABSTRKCYJNY. Mam jednak nadzieję, że ujrzy kiedyś światło dzienne. Tak bardzo potrzebne, by zobaczyć BALET. 

BALET - specyficzny sposób poruszania się przy muzyce. 

Na Górczewskiej (a może na Rozbrat?) był kiedyś Młodzieżowy Dom Kultury.
W jaki sposób, mając siedem lat trafiłam tam na BALET nie wiem. Nie pamiętam. 
Pamiętam dźwięk pianina, wysoki kobiecy głos "Iiiiiiii... raz, iiiiiii... dwa, iiiiiii", lustra, grubą poręcz, która wydawała się za gruba i za wysoka, i długi rząd małych dziewczynek w czarnych trykotach. Właściwie dwa rzędy: jeden tu, a drugi odbity w lustrze. "Pozycja pierwsza, głowa prosto, ręka w bok, iiiiii..." 
Zimą, gdy biegłam na BALET było ciemno.
Ciemno było, gdy wracałam do domu. I znowu biegłam. Aż kiedyś, raptem, przestałam. 
Przeszkodą nie do przeskoczenia okazały się baletki, skórzane, z tasiemkami owijanymi dookoła kostki - a właściwie BRAK baletek. Moja kariera taneczna, tak dobrze rozpoczęta skończyła się z powodu braku pantofelków; wiem już, co czuł Kopciuszek uciekający w ciemność nocy, z balu. Można się czasem czuć podwójnym Kopciuszkiem. 
A tak bardzo chciałam tańczyć! Kręcić piruety, pływać w powietrzu lekko, ptasim piórkiem, unosić się na palcach, wysoko. W baletkach. Kiedy później, już będąc dorosłą kobietą, oglądałam Jezioro Łabędzie, Dziadka do Orzechów czy choćby tańczące Mazowsze, zawsze przypominało mi się to: "iiiii...raz, iiiii...dwa, równo proszę, iiiii..." 

BALET. Słowo zamknięte dla biednych, małych dziewczynek, którym nikt nie podarował prawdziwych baletek. 
Następnym etapem baletowej edukacji miały być PUENTY. 

OT i...Puenta.

(CDN) 

+0
RE: Opowiadania...
2/24/2009 10:22:19 PM

 CIAŁO - w dotykalność zamienione JA. 

Pojemnik. Świadomość powierzchni skóry wrażliwej na dotyk. Głowa, której kształt dobrze pamiętać, bo głaskać się po niej czasem muszę, sama, jakby w zastępstwie, czy ZAMIAST. 
Kształt czaszki - naczynie na rozum. Korpus - naczynie na serce, płuca, żołądek, ileś tam metrów jelit, wątrobę. Ręce i nogi pełne naczyń krwionośnych.
Naczynie wypełnione mną. Zewnętrzność miła w dotyku. Nieadekwatnie młoda w stosunku do metryki. Brzydka blizna na brzuchu po chirurgicznej interwencji: leżałam cały dzień na wózku, w korytarzu szpitalnym. Kroplówka. I dwóch chirurgów miętoszących mój obolały brzuch, naczynie cierpienia, i "wyrostek" mówi jeden. A drugi "zobacz jak ona leży, to nie wyrostek..." I tak przez cały dzień. O 22.-giej wygrał ten od wyrostka. 
Sala operacyjna. Sen. Leżę sobie w ciepłej czerni mnie a z bardzo daleka ktoś mówi: - "obudź się, proszę, otwórz oczy, zbudź się, no!
Co jest? Do jasnej cholery! Co jest?! Co to jest?!!! Co jej jest??? NO!!! JUŻ!!! POWIEDZ COŚ!!!" 
A ja sobie leżę w ciepłej czerni mego ciała, w środku i wreszcie dociera do mnie ten głos, zaczynam rozumieć, że to do mnie, więc próbuję otworzyć oczy, poruszyć ustami i nic.
Nic. Nie mogę! Dość długo trwało zanim wyrwałam się z objęć własnego CIAŁA. 
A brzydka blizna na brzuchu? Chirurg zdejmując szwy na moje pytanie:, "dlaczego jest ich dwanaście, przecież to był tylko zwykły wyrostek", odpowiedział: 
- Nie było ROZMOWY przed operacją na ten temat. 
Rozgoryczona swoim wyglądem leżałam patrząc na moje okaleczone CIAŁO, które z takim trudem wypuściło mnie z objęć... Nie było rozmowy, no cóż... 

DOM - ważny budynek w życiu człowieka. Mieszkanie. 

Dla mnie ważna była także szkoła, ale najważniejszy był ten między domem a szkołą. 
Pamiętam go do dziś i do dziś stoi na swoim miejscu, na Czerniakowskiej, na terenie Wodociągów. Z czerwonej cegły, z oknami w bardzo białych ramach. Codziennie w drodze do szkoły mijałam ten DOM. Rano szybko, żeby nie spóźnić się na lekcje, w drodze powrotnej pomalutku. Często przystawałam przy wysokim, metalowym ogrodzeniu i zaludniałam dom. Oczywiście sobą oraz ważnymi dla mnie ludźmi. To tutaj zamieszkał Pan z Indii z Ram Dasem, którego małpka tak często uciekała. Tu mieszkał Mateusz, opiekun Ani z Zielonego Wzgórza. 
Potem zamieszkał w nim mój ukochany Dziadzio, chociaż zakopali go w ziemi. Stojąc przy ogrodzeniu myślałam, że tak, na pewno TU mieszka. Ogrodzenie było za wysokie, dom w głębi ogrodu za daleko, by ktoś mógł z okna zobaczyć małą Dziewczynkę bez Zapałek marzącą o tym, by mieć taki DOM, by się w nim schować. By zniknąć za czerwonym murem i już nie pokazywać się po tej stronie świata. 
Sama myśl o istnieniu tego DOMU niejednokrotnie dodawała mi sił do życia po TEJ stronie. Niedawno, już będąc dorosłą, mającą swój, zaludniony córkami dom pojechałam na Czerniakowską.
Pokazałam ten DOM jednej z córek. Kiedy autobus mijał powoli moją codzienną trasę do szkoły, kiedy zobaczyłam budynek z czerwonej cegły na terenie warszawskich wodociągów a potem szkołę, głos mi drżał. 
A przecież to był zwyczajny DOM 

+0
RE: Opowiadania...
2/27/2009 10:22:33 PM

 

 

EXTRA - jak bardzo NIC można powiedzieć przy użyciu tego słowa. 

Właściwie nie wiem, czemu narzekam.
To wspaniałe słowo! Zasłona dymna. Cudo! Można nim odpowiedzieć na każde pytanie. Odpowiedzieć tak, by nic nie powiedzieć o sobie. 
Jak się czujesz? - EXTRA. 
Jak ci się powodzi? - EXTRA. 
A jeśli coś jest jakieś to może być EXTRA, czyli bardziej. 
Chociaż... Czy noc może być extra księżycowa a dzień extra upalny? Czy dziecko może być extra grzeczne a pies extra przymilny? 
Bawiłyśmy się tak z koleżankami: z zamkniętymi oczami powtarzałyśmy w kółko jedno słowo aż przestawało mieć, traciło swój rzeczywisty sens stając się zlepkiem nic nie znaczących sylab: extra, extra, extra, extra, extra, extra, extra, extra, extra. 
W którymś momencie upojone bezsensownością czynności, zatrzymywałyśmy się a słowo zastygało na języku. I tak trudno było przypomnieć sobie, co tak naprawdę znaczyło. Często w czasie tej zabawy byłam zawstydzona, jakby zabawa słowami była czymś niestosownym. A przecież to była taka EXTRA zabawa!

+0
RE: Opowiadania...
2/28/2009 12:08:27 AM

FILM - utrwalony na taśmie obraz życia. 

Duszna wąska sala, głośno terkoczący projektor, biały ekran, czarno biała magia, FILM. W spoconej ręce ściśnięty bilet, glejt do krainy szczęśliwości, do świata ciemności, w którym jasny ekran wiódł do Ziemi Marzeń. Czasem myślałam, że wystarczy przejść granicę światła by TAM się znaleźć. Chociaż dopóki było czarno - biało to jakoś tam tak nie ciągnęło, za ekran... 
Pierwszy kolorowy film, jaki pamiętam, to "Roczniak". Widziałam go w kinie związkowym "Czerniaków", już nie ma tego kina. Kiedy Judy sam, osobiście musiał zabić dorosłego, czyniącego tyle szkód jelonka, miałam zaciśnięte pięści.
Potem płakałam razem z nim. No i wreszcie dowiedziałam się, co może zrobić mały człowiek, gdy jest mu źle - może uciec. 
FILM nauczył mnie uciekać w świat fikcji. Całymi godzinami przezywałam sceny z filmów. Byłam wszystkimi Muszkieterami jednocześnie nie mogąc zdecydować się na jednego. Patyk udawał szpadę, szkolny granatowy fartuszek był pelerynką. Nie chciałam mieć nic wspólnego z tymi, którzy nie służyli królowi. Byłam gotowa za niego umrzeć. Świat zewnętrzny nie istniał. FILM pokazał mi obrazowość literatury. O mnie przecież byłą AWANTURA. Biegałam po podwórku krzycząc: "Kibic! Kibic!" A mój wyimaginowany piesek szczekał głośno, przynosił patyki i biegał za mną wszędzie. 
Jakiś czas temu znów widziałam w TV "Anię z Zielonego Wzgórza". Czytałam tę książkę niezliczoną ilość razy. I zawsze płaczę, kiedy Mateusz stojąc oparty o drzwi z gazetą niosącą złe wieści, umiera. Kiedy doszło do tej sceny w oglądanym filmie płakałam rozpaczliwie, po raz N - ty przeżywając śmierć Mateusza. 
Lubię czytać książki a potem oglądać filmy. Albo na odwrót. Czasem to nawet lepiej:, gdy po obejrzeniu "Pożegnania z Afryką" czytałam książkę w uszach brzmiał mi głos Meryl Streep mówiącej: "Miałam kiedyś farmę"...

+0
RE: Opowiadania...
6/5/2009 10:55:04 PM

Pani Barbaro,a co z nastepnymi literkami?Prosze o ciag dalszy!

+0
1


My Links

Search for People

Enter part of a name below to search our members.

Advanced